Wodospad Niagara – jechać czy nie?

Zawsze chciałam odwiedzić Wodospad Niagara. Czemu? To jeden z pierwszych cudów natury, który zachwycał małą Angelikę na zdjęciach w książkach. Później odkryłam, że na świecie jest więcej piękniejszych miejsc, jednak nigdy o nim nie zapomniałam. Czas mijał, on tam niezmiennie trwał, a ja wiedziałam, że kiedyś go zobaczę. W końcu przyleciałam do Stanów i zamieszkałam na północno-wschodnim wybrzeżu. Dzieliło nas tak niewiele! Teraz, albo nigdy – pomyślałam.

img_1580

Wodospad Niagara zobaczyłam w ramach szkolnej wycieczki. Z tą różnicą, że nie musieliśmy już przelewać alkoholu do butelek z pepsi, tylko mogliśmy legalnie wyjść wieczorem na piwo. W USA uczęszczałam bowiem na dwa kursy, z których jeden kończył się wycieczką we wspomniane miejsce. Można więc powiedzieć, że załatwiłam 2w1 – wymagania edukacyjne i jeden z celów podróżniczych.

Ze Stamford w stanie Connecticut wyruszyliśmy o 7.00 rano w piątek. Na miejscu byliśmy między 18.00-19.00, wliczając w to przerwy na jedzenie i przeprawę przez granicę, gdzie musieliśmy czekać na pewną Meksykankę, która miała problem z wizą. Ostatecznie Kanadyjczycy ją wpuścili i z ulgą dojechaliśmy do naszego hotelu. Kanada nie wymaga wizy od polskich obywateli przy pobytach do sześciu miesięcy, więc skorzystałam z okazji, bo „podobno lepszy widok”. O tym, że Wodospad Niagara to tak naprawdę trzy wodospady, z czego najlepszy jest po stronie Kanady, nauczyłam się wcześniej.

Krótki odpoczynek i razem z Karoliną ruszyłyśmy na miasto o nazwie Niagara Falls. Amerykanie mają miasto o takiej samej nazwie po drugiej stronie wodospadu. Swoje kroki od razu skierowałyśmy na Cliffton Hills – podobno najbardziej rozrywkową ulicę. A tam: sklepy, fast-foody, restauracje, sale gier, domy strachów, muzea i inne typowo turystyczne atrakcje. Kiedy zrobiło się ciemno, kolorowe neony zaczęły nas razić w oczy. Czy my przyjechałyśmy nad Wodospad Niagara, czy do małego Las Vegas? – Zastanawiałyśmy się obie z Karoliną.

img_1417

img_1423

Jedyne o czym mogłyśmy jednak w tej chwili myśleć, to jedzenie. Byłyśmy zmęczone i głodne po podróży. Wstąpiłyśmy więc na hamburgera ze słynnym kanadyjskim bekonem. W Kanadzie możesz płacić dolarem amerykańskim, który ma jednak nieco wyższy kurs niż kanadyjski. W wielu miejscach to uwzględniają, jednak jeśli wybierasz się na dłuższy pobyt, polecam wymienić walutę, bowiem zdarza się, ze przeliczają je na zasadzie 1:1.

Na piątkowy wieczór zaplanowałyśmy pokaz fajerwerków nad Wodospadem Niagara. Miałyśmy jeszcze trochę czasu, więc wybrałyśmy się na koło młyńskie. Rajd trwał trzy okrążenia i zatrzymywał się na chwilę na samej górze, by móc nacieszyć się widokiem wodospadów. Było już zupełnie ciemno, dlatego wodospady podświetlono kolorową iluminacją świetlną. Muszę przyznać, ze widok wart 11$. Zrobiłyśmy sobie jeszcze zdjęcie z łosiem i wstąpiłyśmy do lokalnego browaru, gdzie odbyłyśmy małą degustację wszystkich ośmiu, warzonych na miejscu piw.

img_1421

img_1434

img_1443

W końcu nadeszła odpowiednia godzina, a nam zrobiło się trochę cieplej, więc udałyśmy się nad brzeg rzeki, również o nazwie Niagara. Tam miałyśmy spędzić ponad godzinę, czekając na fajerwerki, które nigdy nie pojawiły się na granatowym niebie. Na drugi dzień dowiedziałyśmy się, że pokaz odwołano.

img_1484

Sobota miała być dla nas dniem kluczowym, bo miałyśmy obejrzeć Wodospad Niagara z każdej możliwej strony: od góry, od dołu, z przodu, z boku, a nawet wejść za jego ogromną masę wodną. Na początek wykupiłyśmy rejs statkiem (Maid of the Mist), który miał nas zabrać blisko wodospadów. Dostałyśmy płaszcze przeciwdeszczowe, jednak jeśli masz zamiar zwiedzać okolicę do końca dnia, a twój hotel jest daleko, to polecam zabrać ze sobą dodatkową parę butów. Hektolitry wody, które opadają na dno rzeki, powodują nie tylko ogromy huk, ale też mgłę pełną kropelek wody. Mokną ubrania, włosy i przede wszystkim buty, których nie zasłania płaszcz. Telefonu lepiej nie wyciągać z torby, chyba, że masz wodoodporne etui. Ja zrezygnowałam też tego dnia z makijażu.

Miałyśmy jeszcze całe popołudnie i mogłyśmy korzystać z wielu innych atrakcji, jak tyrolka, czy wieża widokowa, jednak my zdecydowałyśmy się na wejście „za” wodospad (Journey Behind the Fall). Klucząc przez ciasne tunele, dotarłyśmy do ściany kanadyjskiego wodospadu o nazwie Podkowa (Horseshoe), którą otrzymał przez wzgląd na swój kształt. Mogłyśmy też wyjść na drewniany taras i z bliska poczuć ogrom żywiołu, jaki stworzyła matka natura. A także ponownie zmoknąć!

img_1545

img_1623

img_1591

img_1647

img_1674

img_1689

To była nasza ostatnia atrakcja, nie licząc lunchu w Boston Pizza na słynnej ulicy Cliffton Hills i ponownych odwiedzin naszego ulubionego browaru. Co wytrwalsi poszli jeszcze na imprezę, jednak my wolałyśmy spędzić ten wieczór spokojnie. W niedzielę rano ruszyliśmy z powrotem w stronę Nowego Jorku, a ja czułam lekki niedosyt.

Kiedy powiedziano nam, że weekend nad Niagara Falls, to tak naprawdę tylko piątek wieczór i sobota, bo większość pobytu spędzimy w autobusie, czułam się lekko rozczarowana. Teraz już wiedziałam, że dłuższy pobyt nie miałby nawet sensu. Ile można wpatrywać się w wodospad i zjeżdżać na tyrolce. Chyba, że masz dużo dolarów i lubisz gry na automatach. Wodospad Niagara to ogromny żywioł natury i miejsce, które należy zobaczyć chociaż raz w życiu. Jeden dzień wystarczy jednak, żeby się nim nacieszyć, a jeśli męczą cię typowo turystyczne miejsca, będziesz stamtąd szybko uciekać.