Wielkanoc z Obamą – plusy i minusy wycieczek z biurem podróży

Dziś rano zjadłam z rodziną śniadanie wielkanocne. Na świątecznym stole obowiązkowy zestaw: jajka, szynka, kiełbasa, chleb, słodycze i inne smakołyki z koszyka. Miło było spędzić czas z najbliższymi i porozmawiać. Doceniłam tą piękną chwilę, wracając myślami do ostatniego roku, kiedy Wielkanoc spędziłam w… Waszyngtonie. Wtedy musiał nam wystarczyć czekoladowy królik, którym podzieliłyśmy się z dwoma Karolinami przy Pomniku II Wojny Światowej.

Nie pisałam dużo o swojej pierwszej wycieczce w USA, ale wybrałam się na nią właśnie w okresie Świąt Wielkanocy. Razem z koleżankami zdecydowałyśmy się na ofertę biura podróży ze strony taketours.com. To był mój jedyny raz w Stanach, kiedy skorzystałam z pomocy innych osób. Pozostałe wyprawy organizowałam już sama. Później miało się okazać, która forma podróżowania jest lepsza.

10628169_1038103449561663_4167161837248727591_n

PLUSY PODRÓŻOWANIA Z BIUREM PODRÓŻY 

+ sprawy organizacyjne

To chyba największy plus takiej wycieczki. Znam sporo osób, które do wyjazdów podchodzi z nastawieniem: płacę i nic więcej mnie nie obchodzi. Biuro podróży załatwia za nas przejazd, nocleg i często też kwestię posiłków. Mówiąc krótko, jest to po prostu wygodna opcja i spora oszczędność czasu. Jako wielbiciel tanich podróży, wiem, ile go marnuję na przeszukiwanie stron przewoźników i innych promocji. W tym przypadku wszystkie te sprawy załatwiają za nas osoby trzecie.

My skorzystałyśmy z promocji, gdzie trzecia osoba płaciła 50% ceny wycieczki. Ostateczny koszt podzieliłyśmy na trzy równe części, dzięki czemu wszystkie miałyśmy zniżkę. Biuro zapewniło nam przejazd autobusem i nocleg, jednak posiłki musiałyśmy załatwić we własnym zakresie. Za obiad w wiosce Amiszów, która była jednym z punktów wycieczki, zapłaciłyśmy 17$.

11

+ przewodnik

Podróżujemy dla różnych powodów, a najczęściej, bo jesteśmy po prostu ciekawi. Jak żyją ludzie w innym miejscu, jak wyglądają różne miasta i cuda natury, czym różni się obca kultura od naszej. Zwykle chcemy się czegoś więcej dowiedzieć. Biuro podróży spełnia nasze oczekiwania, zapewniając przewodnika, który jeszcze w trakcie przejazdu opowiada ciekawe historie. Jego specjalnością są różne ciekawostki, o które trudniej w czasie podróży solo.

Do dziś pamiętam naszego przewodnika, jego okrągłe okulary i żółtą parasolkę, którą podnosił wysoko, żeby go łatwiej odnaleźć w tłumie. On też nas na pewno pamięta, bo byłyśmy prawie jedynymi Europejkami w autobusie pełnym Chińczyków. Oprócz nas było jeszcze czterech Rosjan (o ile dobrze rozpoznałyśmy język).  Niby zorganizowany, a w praktyce zakręcony,  przez co robiło się czasami naprawdę komicznie.

IMG_0437

+ towarzystwo 

Podróżując solo jesteśmy skazani na samotność i długie godziny z własnymi myślami. Kiedy biuro podróży organizuję wycieczkę, zwykle dołączają do nas inni turyści, z którymi można porozmawiać i na krótki czas się zaprzyjaźnić. Zawsze wtedy raźniej w nowym miejscu, a język już nie zasycha od nic niemówienia. Czasami okazuję, że ten krótki, wspólny wyjazd, przeradza się potem w długoletnią przyjaźń.

Jak wspominałam wyżej, na wycieczkę wybrałam się z dwoma Karolinami (Polką i Czeszką). Oprócz nas czterech Rosjan i autobus pełen Chińczyków. Niestety niewiele z nich mówiło po angielsku, czego skutkiem był dwudniowy kurs języka chińskiego. Nasz przewodnik każdą informację podawał po angielsku, by potem płynnie przejść w chiński. Myślę, ze po tym wyjeździe moja głowa urosła o jakieś dwa rozmiary. O ileż bardziej zniosłabym dźwięczny hiszpański czy włoski.

12915004_1139765506034261_355622048_o

MINUSY PODRÓŻOWANIA Z BIUREM PODRÓŻY 

– ścisły harmonogram 

O ile biuro podróży wszystko za nas załatwia (przejazd, nocleg, posiłki), tak samo bierze czynny udział w planowaniu dla nas atrakcji. Zwiedzamy więc miejsca, muzea, parki, oglądamy pomniki, czy płyniemy w rejs, które oni nam zaplanują. Jedna atrakcja podoba nam się bardziej, inna mniej, ale nie mamy na to wpływu, bo jako zorganizowana grupa musimy trzymać się razem. W podróży solo jesteśmy panami swego losu. Nie interesuje nas to muzeum, to go omijamy, a w zamian zostajemy dłużej w parku.

Pierwszym punktem naszej wycieczki jest Uniwersytet w Princeton (jeden z członków Ligi Bluszczowej). Następnie kierujemy się do Filadelfii, by potem zakończyć pierwszy dzień w wiosce Amiszów. Drugiego dnia dojeżdżamy do Waszyngtonu, gdzie widzimy m.in. Pomnik II Wojny Światowej, Biały Dom, Obelisk Waszyngtona, Pomnik Lincolna, spacerujemy między kwitnącymi drzewami wiśni i płyniemy w rejs po rzece Potomac.

IMG_0478

– pośpiech

Ten ścisły harmonogram, którego nie możemy zmienić i którego musimy się trzymać, często wiąże się z pośpiechem i rozczarowaniem. Zdarza się, że omijamy rzeczy, które nas interesują, a zwiedzamy te, którymi w podróży solo nawet nie zawracalibyśmy sobie głowy. Kiedy spodoba nam się jakieś miejsce, nagle okazuję się, że zostajemy w nim tylko 20 minut, bo czekają na nas jeszcze pozostałe atrakcje. Wkurzamy się, ale podążamy za przewodnikiem.

Pierwsze rozczarowanie zaliczamy w Filadelfii, gdzie spędzamy – dwie godziny! Ale jak to, pierwsza stolica Stanów, a my nie przeznaczamy na nią chociaż pół dnia? Ostatecznie spędzamy czas tylko w Narodowym Parku Niepodległości, bo reszta to przerwa na lunch. Wyjeżdżamy niepocieszone. W Waszyngtonie widzimy już dużo, ale często biegamy jak szalone.

IMG_0255

– brak integracji z lokalnymi ludźmi

Do plusów zaliczyłam towarzystwo, które z nami podróżuje i szansę na nowe przyjaźnie, jednak często zamykamy się wtedy na osoby, które możemy spotkać na miejscu. Trzymamy się w swojej grupie i ze sobą rozmawiamy, będąc mniej otwartymi na kontakt z lokalnymi ludźmi. A ja w podróżach cenię sobie najbardziej właśnie tą integrację. To dzięki nim jestem w stanie najpełniej poznać miejsce, które odwiedzam i kulturę ludzi, którzy tam żyją. Podróżując solo, jestem też bardziej skłonna do zagadania obcego w przedziale pociągu czy barze.

Tak też kończy się nasza wycieczka, gdzie większość czasu trzymamy się w swojej „trójce”. Na kontakty z lokalnymi nie ma nawet czasu, zbyt szybko biegamy między różnymi atrakcjami. Wieczorem nie możemy nigdzie wyjść, bo mieszkamy gdzieś na uboczu i musimy trzymać się grupy. Kiedy teraz o tym wszystkim myślę, nie dziwię się, że resztę wycieczek organizowałam już sama.

IMG_0511

POZOSTAŁE ZDJĘCIA: 

IMG_0239
Jeden z budynków Uniwersytetu w Princeton

IMG_0260
Dzwon Wolności w Filadelfii- symbol wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych

IMG_0354
Biały Dom – siedziba prezydenta USA, wtedy jeszcze Baracka Obamy

IMG_0505
Pomnik II Wojny Światowej w Waszyngtonie

IMG_0377
Pomnik Waszyngtona, czyli biały obelisk górujący nad miastem

IMG_0504W tle Pomnik Lincolna, który widnieje również na odwrocie pięciodolarówki

IMG_0484
Kwitnące drzewa wiśniowe. Tabliczki podają, że w centrum Waszyngtonu jest ich około dwóch tysięcy

IMG_0518
Kapitol – siedziba Kongresu Stanów Zjednoczonych 

  • Blueeyedpanda

    Ja przestałam jeździć na zorganizowane wycieczki kilka lat temu. Od tego czasu same z koleżankami organizujemy swoje wyjazdy i wychodzi nam coraz lepiej 😉 ostatnio sama zwiedzałam Amsterdam i mimo że miałam jakiś ogólny plan co chcę zobaczyc to na miejscu go zmieniłam bo się zakochałam w wędrowaniu ich uliczkami 🙂
    Poza tym nie lubię jak mi ktoś mówi gdzie mam iść. Raczej wolę ja robić za przewodnika 🙂