Powroty: Oczekiwania vs Rzeczywistość

Znasz takie powiedzenie, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie? Jak chodzisz do szkoły, chcesz być już dorosły. Jak mieszkasz w Polsce, chciałbyś wyjechać do Anglii i więcej zarabiać. Jak  jesteś singlem, to chciałbyś się w końcu zakochać. I na odwrót. W pracy, której nie lubisz, wracasz myślami do beztroskich lat szkolnych. Dzwonisz ciągle na Skype do Polski, bo tęsknisz w Anglii za rodziną i pierogami. Partner nagle cię ogranicza, bo nie wychodzisz już tak często na spotkania ze znajomymi. Dlaczego ciągle ścigamy coś, czego nie możemy teraz mieć?

W Polsce jestem już prawie od tygodnia, gdzie wróciłam po roku spędzonym w Stanach Zjednoczonych. Mieszkałam już wcześniej za granicą, ale nigdy tak długo nie było mnie poza krajem. W czasie tej emigracji wiele razy cierpiałam na tzw. homesick (tęsknota za domem). Czasem sobie popłakałam, innym razem spotkałam z polskim znajomym, czy jechałam na Brooklyn do polskiej restauracji. Ciągle wyobrażałam sobie dzień, kiedy wysiądę na lotnisku w Balicach i zaciągnę krakowskim smogiem. Zobaczę rodzinę, zjem domowy obiad, spotkam znajomych, pospaceruję po rynku w Krakowie, odwiedzę znane miejsca. Wiedziałam, że będę szczęśliwa.

Tak było!

 A potem uderzyła mnie rzeczywistość…

IMG_6399.JPG

1. Ludzie i miejsca nie są już takie same

A raczej ty jesteś innym człowiekiem. Podróże i życie w innej kulturze zmieniają cię. Poznajesz świat na nowo, z innej perspektywy. Zmieniasz podejście do wielu spraw, kształtujesz nowe opinie, nabierasz dystansu. Masz wrażenie, że tyle się wydarzyło w twoim życiu, tak wiele przygód i wyzwań, związanych z życiem za granicą. W końcu wracasz i świat jakby stanął w miejscu. No dobra, tu wybudowali halę sportową, w końcu wyremontowali rondo, brat urósł pięć centymetrów, a może nawet urodziła ci się siostrzenica. Życie płynie nieco wolniejszym rytmem, ale płynie. Kwestia, że już nigdy nie będziesz patrzyć na rodzinę, przyjaciół i znane miejsca pod tym samym kątem. Reakcje będą różne. Być może emigracja nauczyła cię, jak bardzo kochasz rodzinę i teraz poświęcisz jej więcej czasu. Wiele rzeczy będzie cię zachwycać: cisza i przestrzeń, smaki dzieciństwa, uśmiech przyjaciela, kolory w ogrodzie, znajome dźwięki. Jednak będą też rozczarowania. Dużo rozczarowań. Nagle zdasz sobie sprawę, że nie bawią cię już rzeczy, którym poświęcałeś sporo czasu przed wyjazdem. Zrozumiesz też, że pewni ludzie są już daleko, straciliście wspólne tematy, a wasze podejścia do życia zbyt szeroko się rozbiegły.

2.  Centrum zainteresowania

Przez pierwsze dni po powrocie będziesz gwiazdą wszelkich spotkań. Oczywiście, że rodzina i znajomi chcą się z tobą zobaczyć, przytulić, porozmawiać, posłuchać opowieści o życiu za oceanem. W końcu nie widzieliście się rok i tak wiele się po drodze zmieniło. Wprawdzie na bieżąco rozmawialiście przez Skype, jednak ludzkie więzi zacieśnia się tak naprawdę w cztery oczy. Rozumiem ich i cieszę się na te spotkania, a nawet sama zachęcam i planuję wyjścia do kina, na spacer, kawę, piwo. Kiedy jednak będziesz wałkować swoją historię po raz enty, wewnątrz będziesz się zastanawiać, czy ich entuzjazm opadnie tak szybko, jak ciebie znudziło powtarzanie w kółko tego samego.

IMG_6408.JPG

3. Szok kulturowy

W każdym aspekcie. U mnie zaczął się już na lotnisku w Balicach, gdzie wokół słyszałam tylko język polski. Oczywiście często używałam tego języka będąc w Stanach, jednak większość swoich interesów załatwiałam po angielsku i w takim też języku mówili ludzie na ulicy (bądź po hiszpańsku, który jest drugim językiem w Ameryce). Kiedy kupuję więc bilet w autobusie u kierowcy, z rozpędu mówię thank you, zamiast dziękuję. Jedziemy do Krakowa, drogą, którą pokonywałam setki razy, a jednak domy jakby inne, samochody za małe, budynki za niskie albo za wysokie i gdzie w ogóle zniknęły skrzynki na listy?! Podobnie czułam się podczas swoich pierwszych dni za oceanem, tylko wtedy porównywałam Amerykę do Polski. Teraz myślę odwrotnie.

4. Nawyki

Wkładam naczynia do zmywarki i szarpię drzwiczki, które o mały włos wylatują z zawiasów. No tak! Tam musiałam ciągnąć z całych sił, a tutaj przecież chodzą lekko. Po wszystkim chcę umyć ręce, ale mama nie trzyma przecież w kuchni mydła. Idę więc niepocieszona do łazienki. Kiedy prowadzę samochód, prawa dłoń ciągle szuka lewarka przy kierownicy. Ostatecznie zawisa w powietrzu, bo jest zupełnie gdzieś indziej. Nawyki to takie drobne czynności, które wykonujemy automatycznie, często bez zastanowienia. Kiedy mieszkasz w jakimś miejscu przez długi okres czasu, zdążysz sobie wiele z nich zakodować. Z reguły nieduże, ale kiedy się zmieniają, mogą na początku bardzo irytować. Potrzeba trochę czasu na wypracowanie nowych.

IMG_6428

5. Nowy rytm dnia

Powrót często wiąże się z nowym startem. Wprawdzie mieszkałeś tu już wcześniej, ale prawdopodobnie pójdziesz do nowej pracy, zapiszesz się na inną siłownię, znajdziesz nowe sklepy w okolicy. Naglę będziesz wstawać w innych godzinach, jeść posiłki o różnych porach (nawet nie masz pojęcia jak burczy mi w brzuchu przez ostatnie dni!), czy jeździć komunikacją miejską według zupełnie innego rozkładu. Zaczniesz dzielić swoje życie z innymi domownikami, którzy mają nowe dla ciebie zajęcia i ich ramę czasową. Będziesz się musiał na nowo dostosować.

6. Przepisy 

Wierz mi, przez rok zdążysz zapomnieć, że w Polsce nie przechodzi się na czerwonym świetle, ani nie skręca w prawo. Na skrzyżowaniu równorzędnym zamiast przepisu „kto pierwszy, ten jedzie”, ty będziesz na nowo odkrywał ulice główne i podporządkowane, a potem głowił nad „zasadą prawej ręki”. Albo szybko sobie przypomnisz, albo dostaniesz mandat.

IMG_6447.JPG

7. Jedzenie

Kto śledził na bieżąco mojego bloga, wie jak bardzo brakowało mi polskiego jedzenia za oceanem. Kiedy więc na powitanie podano mi rosół oraz drugie danie ze schabowym, po prostu oszalałam. Ale tylko na chwilę, bo potem leżałam z bólem brzucha! Żołądek przyzwyczaił się nie tylko do innych godzin jedzenia posiłków, ale także do różnych niż w Polsce produktów. Minął już prawie tydzień, a ja wciąż próbuję wrócić na właściwe tory. Jednak dla przypominania sobie polskich smaków, warto!

8. Milion załatwień

Wiesz jak wyobrażałam sobie pierwsze dni po powrocie? Odpoczynek i spotkania z rodziną i znajomymi. Tymczasem biegam jak wariatka po wszelkich urzędach, bankach, czy byłych zakładach pracy. Muszę załatwić nowy numer telefonu, ubezpieczenie, rozliczyć się z urzędem skarbowym, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Międzyczasie wysyłam CV i szykuje się na rozmowy kwalifikacyjne. Kto się często przeprowadza, zrozumie.

IMG_6485.JPG

Może po moim powrocie nie jest idealnie, ani tak jak sobie wcześniej wymarzyłam, ale kiedy siostrzenica zaciska wokół mojego palca piąstkę, zdaję sobie sprawę, że za ten moment oddałabym wszystkie najlepsze chwile w Ameryce. Nie wierzę już, że trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie. Akceptuję stan rzeczy, w jakim obecnie jestem, bo wiem, że w życiu podróżnika za szybko zmieniają się okoliczności. Zmiany, chwila słabości, przepłakana noc, to już za mną. Zaciskam ponownie zęby i biorę życie w swoje ręcę. Tylko dlaczego zegarek na komputerze wciąż pokazuję 13-stą, kiedy za oknem już ciemno?