PORTUGALIA: Wakacje w vanie i czego oczekiwać

Jechać przed siebie. Brzegiem oceanu, pośród palm, w słońcu. Nie przejmować się niczym. No, może wskaźnikiem paliwa, ale przecież dopiero tankowaliśmy i wystarczy jeszcze na długo. Zatrzymywać się, gdzie chcemy, jechać dalej, albo zostawać na dłużej. Spać na wysokim klifie pod niebem usianym gwiazdami. Słuchać szumu fal i oddychać świeżym powietrzem. Odpoczywać.

Właśnie tak wspominam nasze wakacje w Portugalii, które spędziliśmy w mini vanie. Skąd w ogóle pomysł na tego rodzaju wypoczynek? Lecieliśmy do Lizbony, a nasz lot powrotny miał być z Porto, bo tak bardziej opłacało się cenowo. Siłą rzeczy musieliśmy się dostać na północ kraju, a ja chciałam jeszcze dużo zwiedzić po drodze. Początkowym planem było wynajęcie samochodu i zatrzymywanie się w hostelach. Do czasu, aż trafiłam na pewną grupę na Facebooku i odkryłam @van42portugal. A tam, takie oto cudeńka!

Od razu zakochaliśmy się w małych kamperach i zaczęliśmy marzyć o wakacjach na kółkach. Ostateczną decyzję podjęliśmy, gdy ceny samochodów poszły już mocno w górę i okazało się, że do ich wynajęcia musimy mieć kartę kredytową, a także zapłacić kaucję nawet ponad 1000. Z właścicielem małych kamperów skontaktowaliśmy się zwyczajnie na Messengerze. Swoje cudeńko mieliśmy odebrać w okolicy Lizbony i oddać je po dziewięciu dniach w Bradze. Cena: 70€/dzień. Kaucja zwrotna: 300 €.

A jak było, kiedy już go odebraliśmy?

Wakacje w vanie dają niesamowitą wolność. Jesteś panem swojego losu. Sam wytyczasz trasę, przystanki i miejsca noclegowe. Jeśli mogę coś doradzić, omijaj autostrady, bo chociaż standard asfaltu jest tam najlepszy, to jednak widoki najgorsze. A przecież w wakacjach na kółkach o to chodzi – widoki za szybą. Do dziś z zachwytem wspominam wąskie, brukowane ulice w portugalskich wioskach, położnych zwykle gdzieś na pagórkach lub jazdę przez górzystą Dolinę Douro z piętrowymi plantacjami winogron.

Portugalia to bardzo przyjazny kraj dla kamperów. Już na drodze mijaliśmy mnóstwo znaków oznaczonych małym namiotem i napisem „campismo”, informującym nas jak dotrzeć do najbliższego kempingu. My jednak zdecydowaliśmy się spać na dziko, chociaż w Portugalii nie jest to dozwolone. Słyszeliśmy jednak, że policja rzadko się czepia. I tak lądowaliśmy najczęściej na parkingach wzdłuż plaży lub nad rzeką. Dobrą opcją był też nocleg na parkingu Intermarche, skąd można było zaczerpnąć wody, a nawet zrobić pranie i szybko je wysuszyć.

Właściciel kampera zaopatrzył nas w gazową kuchenkę, lecz my wcześniej o tym nie wiedząc, zabraliśmy też swoją z Polski. No cóż, lepiej dwie, niż żadna, gdyż chcieliśmy też gotować swoje jedzenie i trochę oszczędzić. Zakupy najczęściej robiliśmy w Pingo Doce ( to taki ojciec” naszej Biedronki, której właścicielem jest właśnie portugalska firma). Przydała się także turystyczna lodówka, do której co jakiś czas dokupowaliśmy świeży lód. Mogliśmy więc przechować takie rzeczy jak ser, wędlina, mleko, szaszłyki na jednorazowego grilla, a także schłodzić wino.

Największym problemem w czasie naszych wakacji był oczywiście dostęp do toalety i prysznicu. Na parkingach widzieliśmy duże kampery, które bez problemu pomieściły takie luksusy. W naszym małym vanie mogliśmy jedynie spać i przechowywać bagaże oraz sprzęt turystyczny. Na szczęście w Portugalii prysznic znajdziesz niemal przy każdej plaży i często jest on darmowy. Toalety znajdują się też w sklepach typu Lidl czy wspomniane Pingo Doce, a także na stacjach benzynowych. Korzystaliśmy więc jak mogliśmy. Parę razy użyliśmy też turystycznego prysznicu.

A co zabrać w podróż kamperem?

1.Mapy offline

Mapy drogowe Portugalii ściągnęliśmy jeszcze w Polsce. Wprawdzie teraz w Unii Europejskiej można swobodnie korzystać z Internetu, ale po co go marnować na GPS, skoro można robić to bezpłatnie. Po za tym nie w każdej lokalizacji jest zasięg. W trakcie ich używania celowo wykluczyliśmy autostrady, by oszczędzić na opłatach.

2.Latarka

Przydaje się zwłaszcza wieczorem, gdy trzeba szykować się do snu. My zwykle rozkładaliśmy materace i zasłanialiśmy okna kampera już po zmroku, więc dodatkowe światło znacznie ułatwiało nam to zadanie.

3.Strona internetowa eurostops.eu

Dzięki niej mogliśmy szybko zlokalizować kempingi w Portugalii w każdym mieście, ale też miejsca do spania na dziko. Zwykle były to jakieś parkingi, gdzie spotykaliśmy mnóstwo innych turystów w kamperach.

4.Ładowarka samochodowa

My zabraliśmy jedną z Polski, ale na miejscu okazało się, że właściciel vana już nas w nią wyposażył. Niezbędna jeśli jesteś większość czasu w drodze i chcesz korzystać z tabletu czy telefonu, na których sprawdzasz wspomniane mapy, czy właśnie miejsca noclegów.

5.Nóż

Musieliśmy go kupić na miejscu, gdyż lecieliśmy tylko z podręcznymi bagażami. To jednak dobrze zainwestowane kilka Euro. Przydaję się w czasie gotowania, jak i do innych prostych zadań, które pojawiają się w czasie biwakowania.

6.Kuchenka gazowa

Podobnie jak z nożem, nabój do kuchenki gazowej kupiliśmy w Decathlonie już na miejscu. Jak wspomniałam wcześniej, ostatecznie mieliśmy dwie kuchenki, więc na jednej zwykle gotowaliśmy makaron, gdy na drugiej smażyły się jakieś dodatki. Dzięki nim mogliśmy się też napić gorącej kawy każdego ranka.

7.Turystyczna lodówka

Dzięki niej mogliśmy zjeść ser czy wędlinę, przechować burgery i szaszłyki na grilla czy dolać zimnego mleka do porannej kawy. Schłodziła też wino do obiadu i mini piwka, które w Portugalii mają zwykle od 200-300 ml.

8.Naczynia i plastikowe talerze

Część zabraliśmy ze sobą, inne dał nam właściciel kampera. Mogliśmy więc spokojnie gotować i zjeść po ludzku posiłek, używając sztućców i talerzy. Zawsze znalazła się gdzieś bieżąca woda, pod którą szybko je opłukaliśmy. W vanie była też gąbka i płyn do mycia naczyń.

8.Prysznic turystyczny

Mieści się w nim kilka litrów i szybko nagrzewa się od ciepłych promieni portugalskiego słońca. Wieszaliśmy go zwykle na otwartej klapie mini vana. Używaliśmy na parkingu przy plaży. Wystarczał na szybkie odświeżenie.

10.Dobry humor

Wakacje w vanie to wielka przygoda, ale też duże wyzwania, jak wysoka temperatura, brak prysznicu, czy silnik, który nagle odmawia posłuszeństwa. Dlatego warto uzbroić się w cierpliwość i z dystansem podchodzić do pewnych rzeczy. Na koniec i tak będziemy pamiętać tylko o tych dobrych momentach.

THE END