Polka na tropie USA: Okolica, odc. 1

Dobrze pamiętam swoją pierwszą podróż w USA na trasie lotnisko-hotel. Zapadła już noc, co znacznie ograniczało pole widzenia, ale i tak spędziłam ją z nosem przyklejonym do szyby autobusu. W głowie przewijały mi się różne obrazy nabyte głównie z hollywoodzkich filmów, książek, blogów, opowieści znajomych. Jechaliśmy przez obrzeża Nowego Jorku, a ja usilnie wypatrywałam wysokich drapaczy chmur, amerykańskich flag, żółtych taksówek. Od początku chciałam zweryfikować, czy moja wiedza i oparte na niej wyobrażenia sprawdzą się w rzeczywistości.

Od tej chwili minęły już prawie cztery miesiące, więc miałam sporo czasu na przeprowadzenie swojego śledztwa. Dużo rzeczy się potwierdziło, ale były też takie, które kompletnie mnie zaskoczyły, bądź też okazało się, że nabyty stereotyp nijak się miał do prawdziwego życia. Jeśli interesują cię więc obce kultury, albo wybierasz się w podróż za ocean i chcesz wiedzieć, czego oczekiwać, ta seria jest tworzona właśnie dla ciebie. Chcę się z tobą podzielić swoimi wrażeniami, porównując życie w Ameryce do życia w Polsce. Pamiętaj jednak, że będę bazować na własnym doświadczeniu, a nasze postrzeganie rzeczywistości może się różnić, dlatego że dzieli nas inna historia, wiedza oraz życiowe doświadczenia, które wpływają na nasz odbiór świata.

W pierwszym odcinku chcę ci opowiedzieć o tym, co oglądam codziennie na swojej ulicy oraz w sąsiedztwie: domy i inne budynki, samochody, roślinność. Nie sposób bowiem opowiedzieć o całej Ameryce w jednym poście! Stany leżą praktycznie w każdej strefie klimatycznej, co wpływa na wygląd wszystkiego wokół. Będzie więc o północno-wschodnim wybrzeżu, gdzie leży  Nowy Jork, największa metropolia kraju, a ja sama obecnie mieszkam.

IMG_2128
Klasyczny dom amerykański na północno-wschodnim wybrzeżu. 

Prawie wszystkie domy w moim sąsiedztwie są takie same – klasyczny dom amerykański. Czym się charakteryzuje? Jest stosunkowo lekki i tani, bowiem często składa się z gotowych elementów, dzięki czemu szybko i łatwo go postawić. Jeśli oglądałeś am. reality show „Dom nie do poznania”, wiesz o czym mówię! Najczęściej obity białą boazerią, z szarym dachem i ceglanym kominem. Często na froncie zadaszona weranda, na której Amerykanie będą odpoczywać w ciepłe dni, a także jeść posiłki. W domach tych zamożniejszych, mini-wieżyczki! Garaż zwykle łączy się z domem (zdarza się nawet na trzy samochody), dzięki czemu otrzymujemy nad nim dodatkowy pokój. Wszędzie okna, duże, wpuszczające maksymalną ilość światła do wnętrza. Będą się jednak różnić niż te w Polsce. Zazwyczaj są przesuwane w górę, niźli otwierane do środka.

Prawie nikt nie ma ogrodzenia, a domy blisko ze sobą sąsiadują, dlatego czasami ciężko wyznaczyć dokładną granicę swojej posesji. Dzieci często ją przekraczają, ale raczej nikomu to nie przeszkadza, kiedy pociechy sąsiada bawią się na twoim podwórku. Na wielu podjazdach przed garażem zamontowany jest kosz do gry w koszykówkę. NBA to najlepsza liga świata, dlatego amerykańskie dzieci, ale także ich rodzice (zwłaszcza tatusiowie!) spędzają przy nim długie godziny po pracy i szkole. Każdy dom ma też charakterystyczną, wolno stojącą skrzynkę na listy. W Polce są one zazwyczaj płaskie i przyczepione do furtki lub bramy. Obowiązkowo też zielony, równo przycięty trawnik – w Ameryce są firmy, które przemienią w jeden dzień twój przyschnięty trawnik na zielono!

IMG_2316.JPG
Kosz do gry w koszykówkę zamontowany na podjeździe przed garażem.

Flagi! Wszędzie amerykańskie flagi i nie ma znaczenia, czy jest akurat Dzień Niepodległości, czy zwykły poniedziałek w kwietniu. Chociaż na czwartego lipca przybędzie na pewno wiele dodatkowych dekoracji. Flagi są wszędzie i nie chodzi mi tylko o publiczne budynki, lampy wokół ulic, parki, szkoły i Kościoły. Prawie każdy prywatny dom dumnie prezentuje swoje korzenie. Czasami są to małe flagi przy drzwiach frontowych, albo nieco większe zawieszone na balkonie, werandzie lub nad garażem. Zdarzyło mi się jednak natrafić na domy, gdzie w ogrodzie stał smukły, wysoki maszt, na którego czubku powiewała pasiasta flaga z pięćdziesięcioma gwiazdami.

Pozostając przy temacie ogrodów, ciężko w nich znaleźć drzewa owocowe (a przecież nic tak nie smakuje, jak jabłko ze swojego sadu!). Domy otaczają za to wysokie drzewa iglaste oraz różne odmiany drzew liściastych, które kwitną wiosną we wszelkich możliwych kolorach. Teraz w lecie jest znów wszędzie zielono! Moja am. rodzina często powtarza, że chciałaby mieć swoją działkę na tyłach domu, taką, w której wyhodują chociaż miętę i bazylię. Niestety wiewiórki i zające są zbyt śmiałe i całe ich chmary przesiadują na naszym podwórku. Ciężko byłoby więc chronić przed nimi rośliny.

Wyjedźmy już jednak z mojej ulicy. Czym? Zazwyczaj na jedną rodzinę przypada kilka, na prawdę dużych samochodów (co z tego, że ich wszystkich nie potrzebują). Przykładowo moja pięcioosobowa familia jest właścicielami trzech pojazdów: biały Lexus, którym jeździ mama, wielki dżip taty i minivan z pełnym wyposażeniem dla dzieci w środku m.in. telewizor. Amerykanie lubią też czuć wiatr we włosach, więc kiedy robi się ciepło, na ulicę wyjeżdżają kabriolety wszelkich marek. Wśród robotników popularne są pikapy, czyli terenowe samochody ze skrzynią ładunkową z tyłu. Na autostradach zaś będą cię mijać ciężarówki o charakterystycznych ciągnikach, które dniami i nocami kursują od jednego do drugiego wybrzeża.

13480515_1086526711386003_797528895_n.jpg
Wyprowadzka – amerykańska ciężarówka czeka aż nasi sąsiedzi spakują cały swój dobytek w wielki kontener. 

Dojeżdżając w końcu do pobliskiego miasteczka, od razu zauważysz różnicę w architekturze. Budynki są raczej rozbudowywane w poprzek niźli w górę, więc będą niskie i bardzo do siebie podobne. Przyklejone do ulicy sklepy, pokazują potencjalnym klientom swoją ofertę poprzez szklane witryny. Jeśli natkniesz się na większy budynek, będzie to pewnie szkoła, albo Kościół, który notabene jest jednym z najstarszych budynków w okolicy. Jego powstanie będzie jednak datowane najwyżej na XVII wiek. To już niektóre kamienice mieszkalne przy rynku w Krakowie będą starsze!

Dlatego właśnie niektórzy Amerykanie mówią mi, że zazdroszczą nam zamków i historycznych budynków w Europie. Wprawdzie Francuzi, Anglicy, czy Hiszpanie zostawili po sobie tutaj wiele fortów, ale były to raczej twierdze, niż nasze szlacheckie rezydencje i zamki, w których mieszkali władcy państw. Można się jednak natknąć na wielkie posiadłości bogatych rodzin z USA, które wzorując się na europejskim stylu, chciały przenieść za ocean francuski pałac bądź szkocki zamek. Będą to jednak stosunkowo młode, średniowieczne prototypy, które albo są zamknięte dla publicznego zwiedzania, albo w których nie do końca poczujesz magię minionych lat.

Amerykanie mają jednak coś, czego ja im zazdroszczę – mnóstwo pięknie zadbanych parków!  Najbliższy z nich jest stosunkowo mały, a jednak nigdy się w nim nie nudzę. Mogę się przespacerować nad stawem, karmiąc przy okazji kaczki i żółwie, poleżeć na trawie i poczytać książkę (zaraz obok jest publiczna biblioteka) lub pobiegać po krętych ścieżkach. Mogę zabrać rakietę tenisową i pograć na jednym z publicznych kortów. Jest ich dużo, a dostęp wcale nie jest drogi – w Polsce jeszcze długo będziemy musieli na to poczekać. Boisko do baseballu, piłki nożnej, a z tyłu wielki plac zabaw dla dzieci. Wszystko dobrze zorganizowane, a każdy najmniejszy szczegół zadbany.

IMG_2100.JPG
Boisko do gry w baseball – częsty widok w Ameryce, rzadki w Polsce.

Wjeżdżając do metropolii, w tym przypadku Nowego Jorku, będą nas dla kontrastu osaczać wysokie drapacze chmur (przygotuj się na ból szyi). Po ulicach jeżdżą żółte taksówki i masa innych samochodów, których kierowcy nieustannie trąbią i zawsze się spieszą. Na zalanym przez turystów Times Square, w weekend ciężko się przecisnąć przez zbitą masę ludzką. Można na chwilę uciec do Starbucksa – bądź pewny, że znajdziesz go na każdym rogu ulicy. Jeśli zachcę ci się czegoś słodkiego, prawie wszędzie znajdziesz też Dunkin’ Donuts z okrągłymi pączkami z dziurką w środku. Jestem prawie pewna, że  każda nacja ma chociaż jedną restaurację ze swoją kuchnią – Polacy rządzą na Greenpoint’cie. Prom nad nimi wszystkimi będzie jednak wieść rodzimy McDonald.

IMG_1126
Times Square w sobotę wieczór, nazywany przez niektórych „skrzyżowaniem świata” bądź „sercem Nowego Jorku”.

Wszystko co opisałam powyżej, to zaledwie cząstka tego, co do tej pory widziałam i doświadczyłam. Nowy Jork to temat na kilka osobnych wpisów, dlatego dziś dostał tylko jeden akapit. Mam jednak nadzieję, że ci się podobało, a kto ciekawy, niech sam przyjedzie i zobaczy! W kolejnych odcinkach serii opowiem m.in. jacy są Amerykanie, co można znaleźć na ich talerzach, jak się ubierają i co lubią robić w wolnym czasie. Jestem też ciekawa, czy ciebie coś zaskoczyło, albo może jest coś, o czym chciałbyś więcej poczytać? Kolejny odcinek już wkrótce!