Największa pustynia śródlądowa w Europie jest w… Polsce!

I to godzinę drogi od mojego Krakowa!

Mowa tu o Pustyni Błędowskiej, która znajduje się w okolicy Szlaku Orlich Gniazd. Ten malowniczy odcinek łączy Kraków (Wawel) z Częstochową (Sanktuarium na Jasnej Górze), a na jego trasie znajduje się szesnaście obiektów. Głównie są to Orle Gniazda, czyli średniowieczne warownie na trudno dostępnych, wapiennych skałach. Wzniesione z polecenia Kazimierza Wielkiego, miały strzec Kraków przed najazdem obcych wojsk. Dziś większość z nich popadła w ruiny, jednak spacerując między starymi murami, wciąż czuć ducha rycerskich czasów, dawnych wojen i hucznych biesiad do białego rana.

Szlakiem Orlich Gniazd wybieram się z przyjaciółmi w Boże Ciało. Mamy jeden dzień, więc z góry zakładamy tylko odwiedzenie najbliższych zamków i pustyni. Chcemy też odpocząć, więc pakujemy do bagażnika koce i jedzenie na piknik. Samochód wydaję się najlepszym rozwiązaniem tego dnia. Po pierwsze jest święto, więc komunikacja publiczna, o ile dociera w te miejsca, ma prawdopodobnie przerwę. Po drugie możemy swobodnie przemieszczać się między punktami na szlaku i spędzać w nich dowolną ilość czasu.

Swój pierwszy przystanek robimy na Zamku w Rabsztynie. Samochód zostawiamy na dole na bezpłatnym parkingu. Rabsztyn to idealny przykład warowni wybudowanej w ramach systemu Orlich Gniazd. Wzniesiony na wapiennej skale, góruje nad okolicą i wypatruje z daleka wroga. Dziś to już tylko ruiny, a wstęp do zamku to jedyne 5 zł. Warto się jednak wspiąć na jego okrągłą wieżę, skąd można podziwiać uroki Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Tego dnia wyjątkowo piękne, przez wzgląd na słoneczną pogodę i czyste niebo.

Przyszła pora na drugi, a zarazem główny punkt naszej wyprawy. W GPS wpisujemy miejscowość Klucze, gdzie znajduje się popularny punkt widokowy Czubatka (382 m n.p.m.). To najbardziej rozległy widok na „Polską Saharę”. Spędzamy tam kilka minut, po czym ruszamy ścieżką w dół, by z bliższa przyjrzeć się Pustyni Błędowskiej.

Skąd na południu Polski tak rozległe pustkowie?

Nie jest to oczywiście naturalna pustynia, gdyż warunki do jej powstania nie występują w Polsce. Wszystko zaczęło się przez ingerencję człowieka w środowisko. W XIII w. okoliczna ludność rozpoczęła masową wycinkę drzew porastających teren. Miały one służyć rozwojowi przemysłu. Proces ten przyczynił się do odsłonięcia grubych połaci piasku, które wiatr rozwiał na przestrzeni około 33 km². Co ciekawe, dawniej można tu było obserwować nawet zjawisko fatamorgany, czy burz piaskowych.

Dziś, mimo intensywnej opieki, pustynia co raz bardziej zarasta. Ciesze się więc, kiedy dotykam rozgrzanego od słońca piasku, bo wiem, że przyszłe pokolenia mogą jej już nie zobaczyć. Powoli siadam, a pierwsze drobinki wsypują się do butów. Przede mną ogromna przestrzeń, którą gdzieś w oddali zamyka linia drzew na horyzoncie. Zastanawiam się, czy nadal jestem w Polsce, bo widok jakby nie nasz. Wspólnie z przyjaciółmi spędzamy na niej trochę czasu, jednak słońce co raz bardziej daje się we znaki, a także zaczyna nam burczeć w brzuchach. Wspinamy się więc z powrotem do góry, gdzie na ukrytej łące rozkładamy swój piknik i zajadamy zabrane ze sobą przekąski.

Po krótkim odpoczynku kierujemy się do trzeciego i ostatniego punktu naszej jednodniowej wycieczki – Zamku w Ogrodzieńcu. W odróżnieniu od Rabsztyna, gdzie byliśmy jednymi z nielicznych turystów, zaskakuje nas panujący tutaj tłok. Tłum ludzi i sznur samochodów na ulicy zmusza nas do zwolnienia. Sąsiadujący z zamkiem mieszkańcy otwierają bramy i zamieniają swoje podwórka na parkingi. My też korzystamy z usług starszego pana, który wpuszcza nas na swoją posesję. Cały dzień siedzi pod drzewem i wesoło zagaduje do przyjezdnych. Za zostawienie samochodu bierze od nas 10 zł i możemy zostać tak długo, jak nam się tylko podoba.

Zamek w Ogrodzieńcu to również ruiny, jednak jest sporo większy od tego w Rabsztynie. W latach swojej świetności, wzorując się na Wawelu, był jedną z najwspanialszych rezydencji w Polsce. W następnych wiekach padał jednak ofiarą licznych najazdów i pożarów, które doprowadziły do jego zniszczenia. Dziś to tylko surowe mury, jednak warto dostać się do środka, bo wciąż robi wrażenie (bilet normalny – 14 zł).  Uroki zamku doceniali też w przeszłości twórcy filmowi. Kręcono w nim m.in. sceny z „Janosika”, czy „Zemsty” Andrzeja Wajdy.

Zamek ma również swoją zjawę. Nocami pojawia się na nim ogromny czarny pies pobrzękujący długim na trzy metry łańcuchem. Legenda głosi, że jest to duch byłego właściciela Warszyckiego. Wzorowy gospodarz i gorący patriota, który walczył u boku Jana Kazimierza w czasie Potopu Szwedzkiego, miał też swoją mroczną historię. Uwielbiał tortury i stosował je pod błahymi pretekstami nawet wobec własnych żon. Ponoć jeszcze za życia został porwany przez diabła do piekła, skąd powraca nocami na zamek, by pilnować swoich skarbów. Historia ta przechodzi z pokolenia na pokolenie, a wiele osób potwierdziło, że widziało jego zjawę na własne oczy.

Z nutką nostalgii opuszczam ruiny tego starego zamczyska. Kiedyś namiętnie czytałam trylogię Sienkiewicza, a dzięki atmosferze tego miejsca, mogę się poczuć jak bohater jednej z jego książek. Wyżyna Krakowsko-Częstochowska to bogaty kawałek polskiej historii, którą wciąż możemy samodzielnie odkrywać. Polecam każdemu, kto choć raz marzył, by wypić miód z panem Zagłobą, stanąć w pojedynek na szable z Kmicicem, czy pogalopować w dzikie pola z pierwszym rycerzem Rzeczypospolitej – małym Wołodyjowskim.

  • hermiona158

    Dzięki za ten wpis! Ostatnio szukałam ciekawych miejsc koło Krakowa na wycieczki a pustynia to niezły pomysł 😉 w Ogrodzieńcu byłam parę razy, faktycznie ciekawe miejsce 🙂