Mój przepis na szczęście

Dwa lata temu, ciepłego, letniego wieczoru byłam na plaży w Mielnie. Zapadł już zmrok, fale rozbijały się o brzeg plaży, a my leżeliśmy ze znajomymi na gorącym piasku, patrząc w niebo. I wtedy spadła srebrzysta gwiazda, a ja szybko pomyślałam życzenie. Chyba nie powinnam go zdradzać, ale co mi tam, ono właściwie już się spełniło. Pomyślałam wtedy – chcę być szczęśliwa!

Czy oznacza to więc, że w momencie, kiedy wypowiadałam swoje życzenie, byłam nieszczęśliwym człowiekiem? Byłam zdrowa, wolna, pięknie opalona, miałam pracę i przeżywałam właśnie wakacyjną przygodę nad morzem, a wokół mnie byli sami pozytywni ludzie. Nie było innej opcji, musiałam być szczęśliwa! Problem tkwił jednak w tym, że nie potrafiłam tego zauważyć.

DSCF8156
Wakacyjna praca nad Morzem Bałtyckim, Mielno 2014.

Czasami znajomi mówią mi – Ty to masz życie! Podróże, przygody, nowi ludzie, nowe doświadczenia. Zakładają więc, że moje życie jest łatwe, barwne i szalone. Trudno im się dziwić, skoro większość ma ze mną kontakt przez media społecznościowe, a tam wrzucam właśnie takie zdjęcia – wesołe, kolorowe, z różnych zakątków świata. A prawda leży gdzieś pośrodku, bo życie jakie tam prezentuje to tylko krótkie chwile, oderwane od długiej i zwykłej codzienności.

To nie tak, że ja cały czas się uśmiecham i rozsyłam pozytywną energię. Jeśli znasz moją mamę, zapytaj jej, co robiłam w październiku zeszłego roku – leżałam na łóżku, płakałam i prosiłam ją o specjalistyczną pomoc. Dlaczego płakałam? Bo się bałam. Tak jak miliony innych, młodych ludzi na tym świecie. Bałam się o swoją przyszłość, o to czy będę wystarczająco dużo zarabiać, czy spotkam kogoś dobrego i założę kiedyś rodzinę. Międzyczasie nakładałam na siebie za dużo obowiązków i wprawdzie robiłam dużo rzeczy, ale nie doprowadzałam ich do końca, a w większości wręcz nawalałam. Próbowałam też na siłę zmieniać świat i ludzi, a kiedy się nie udawało, wpadałam w frustrację. Miałam rodzinę, przyjaciół i wielu znajomych, a wydawało mi się, że jestem sama i nikt mnie nie rozumie.

Prawda jest taka, że sama kreowałam sobie problemy, które tak na prawdę nie istniały. Nakładałam na siebie za dużo presji, byłam dla siebie zbyt surowa, nie potrafiłam się zrelaksować i spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem. Byłam więc szczęśliwa na zewnątrz, w oczach rodziny i znajomych, ale smutna i pusta w środku. Balansowałam na krawędzi, susząc zęby w uśmiechu za dnia i płacząc w poduszkę wieczorem. W końcu nie mogłam sobie z tym poradzić, dlatego w październiku prosiłam mamę o telefon do poradni psychologicznej. Zamiast tego pojechałam na wycieczkę do Anglii i Irlandii, a w lutym przyleciałam do USA, mierząc się sama ze swoimi słabościami i ucząc szczęścia na nowo. Droga była długa i wyboista, ale w końcu zrozumiałam o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

IMG_20151020_162904
Typowo brytyjski widok: czerwona budka telefoniczna, a w tle Big Ben, Londyn 2015.

Wikipedia mówi, że szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Podstawą było więc odpowiedzieć sobie na pytanie, CO DAJE MI SZCZĘŚCIE i po prostu zacząć to robić. A kiedy już mogłam to poczuć, zmieniłam także podejście do wielu spraw, o które kiedyś się niepotrzebnie martwiłam.

To był długi wstęp, mam nadzieję, że cię nie zanudziłam. Przejdźmy więc w końcu do MOJEJ recepty na szczęście. Pamiętaj jednak, że w twoim przypadku będzie się ona różnić, dlatego, że każdy z nas jest inny i niepowtarzalny. Mam nadzieję, że uda ci się jednak coś nowego dostrzec i zrozumieć.

Co daje mi szczęście?

1. WIARA.
To że często się modlę i rozmawiam z Bogiem, traktując go jak swojego przyjaciela, ale także nauczyciela i przewodnika. Pamiętam jak byłam w tamtym roku na rekolekcjach studenckich w Kościele Mariackim w Krakowie, które prowadził o. Szustak. Mówił wtedy: „Czasami może ci się wydawać, że wisisz nad wielką, czarną otchłanią, wszystko wokół się wali, ale On jest tam zawsze z tobą! Wisisz nad tą otchłanią, ale On trzyma cię za głowę i mówi – nie bój się. Cokolwiek się stanie, ja będę z tobą!”. Zrozumiałam więc, ze nigdy nie będę samotna, że zawsze będzie ktoś, kto mnie rozumie i potrzebuje. Trzy lata temu zrobiłam sobie na plecach tatuaż, motyw przewodni klubu, któremu kibicuję – You’ll Never Walk Alone (ang. Nigdy nie będziesz szedł sam). Teraz ma już nie tylko piłkarskie znaczenie.

2. PODRÓŻE.
Nie jestem typem podróżnika, który wykupuje w biurze podróży wakacje all-inclusive, a potem leży dwa tygodnie na plaży w Chorwacji, popijając chłodne drinki. Spotkasz mnie raczej w tanich liniach lotniczych albo pociągu, z wielkim plecakiem, a w nim stosem kanapek owiniętych w folię aluminiową. Kiedy ostatniego października dostałam dziesięć dni urlopu, zdążyłam odwiedzić dwa kraje i trzy miasta, na dodatek wylatując z Wrocławia, a wracając do Warszawy (mieszkałam wtedy pod Krakowem). Wszystko planuję sama, lub z drobną pomocą przyjaciół: transport, zakwaterowanie, posiłki, odwiedzane atrakcje i właśnie dlatego odczuwam satysfakcję. Kocham to uczucie – bycie w podróży. Możliwość odkrywania nowych miejsc, kultur, języków, kolorów, smaków. Dużo się wtedy uczę o świecie, ale także o sobie samej.

IMG_20150727_201734
Obywatel świata, Gdańsk 2015.

3. SPORT I AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA.
Bieganie, fitness, siatkówka, tenis, pływanie, czy nawet zwykły spacer. Często wstaję rano z zakwasami w mięśniach, o których istnieniu nie miałam nawet wcześniej pojęcia. Inni nienawidzą tego uczucia, a dla mnie to sportowy masochizm – ciało cierpi, ale głowa odczuwa przyjemność. Jest to bowiem znak, że trening był wystarczająco skuteczny. Wszystko oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku. Szanuję swój organizm i daję mu również czas na regenerację, staram się nie nadużywać alkoholu, niezbyt dużo imprezować, wysypiać i dostarczać mu dobrego jedzenia

4. WYZNACZANIE CELÓW I ICH REALIZACJA.
Od dwóch lat wyznaczam sobie nowe cele, mam przeznaczony do tego specjalny folder na komputerze. Cele dzielę na różne kategorie, jak praca, finanse, edukacja, zdrowie, czy rozrywka. Zaglądam tam co jakiś czas i robię szybki przegląd, wykreślając rzeczy, które już zrobiłam i motywując się do dalszej pracy. Mam też swoją generalną Listę Marzeń, a także zakręconą Bucket List, czyli listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Jest tam dosłownie wszystko, co przyjdzie mi do głowy, chociaż lista jest elastyczna i zmienia się tak często, jak ja sama. Nie wiem, czy uda mi się kiedyś to wszystko zrobić, osiągnąć, mieć. Jednak to, że próbuję, potykam się i znów zaczynam od nowa, daję mi naprawdę poczucie, że żyję, a nie tylko egzystuję.

5. NOWE WYZWANIA I WYCHODZENIE POZA STREFĘ KOMFORTU
Opowiem ci najnowszą historię. Jako dziecko nie miałam możliwości, żeby nauczyć się pływać, a potem nigdy nie próbowałam, bo wydawało mi się, że panicznie boję się wody. W tamtym tygodniu powiedziałam sobie: DOŚĆ! W piątek rano poszłam na basen, dostałam darmowy karnet na tydzień, dlatego wieczorem oglądnęłam kilkanaście filmików na Youtube, ucząc się teorii. Wróciłam już w sobotę rano, by wcielić teorię w praktykę. Pierwsze pół godziny spędziłam przy ścianie, bojąc się nawet zanurzyć głowę w wodzie. Po godzinie byłam już na środku basenu, trzymając się kurczowo deski do pływania. Dzisiaj pojechałam tam drugi raz, a efekt był taki, że pod koniec sesji odrzuciłam już deskę, próbując samodzielnie pływać. Nie muszę ci chyba mówić z jakim bananem na twarzy skończyłam dzisiejszy trening. Przede mną wciąż wiele pracy, ale czuję się podekscytowana i zmotywowana. To jest właśnie to – pokonywanie własnego strachu, opuszczanie strefy komfortu, przesuwanie granic swoich możliwości. Spróbuj, a nie pożałujesz.

DSCN3851
Opactwo Benedyktynów, Tyniec 2015.

6. KONTAKT Z NATURĄ
Lubię spędzać czas na zewnątrz, biegać, spacerować, odkrywać okolicę, zanurzać stopy w morzu, czuć zapach świeżo skoszonej trawy, wspinać się w górach, dotykać kory drzew, wsłuchiwać w szum fal, wystawiać twarz do słońca i czuć wiatr we włosach. Kiedy w tamtym roku pracowałam w galerii handlowej, a w naszym sklepie nie było nawet żadnych okien, bardzo mi tego brakowało. W mojej pracy w USA jest wręcz odwrotnie – czasami jestem już zmęczona byciem na zewnątrz i chcę po prostu wrócić do swojego pokoju, położyć się na łóżku i obejrzeć ulubiony serial. Jest to jednak pozytywne zmęczenie, takie, po którym odczuwam satysfakcję. Wolę się jednak pomęczyć na gorącym słońcu, niż „dusić” cały dzień w klimatyzowanym pomieszczeniu.

7. PASJE I INNE MNIEJSZE ZAINTERESOWANIA
Piłka nożna i klub, któremu kibicuję – LIVERPOOL FC – to jedna z moich największych pasji. Bo nie tylko o piłkę nożną tutaj chodzi, ale także o ludzi, których dzięki niej poznałam. Podróże i odkrywanie nowych miejsc na mapie, sport, coaching i rozwój personalny, czy filmy Bollywood. Wreszcie książki i pisanie, czy nawet ten blog i fakt, że mogę się z wami dzielić moimi przemyśleniami. Nie ma czasu na nudę, która sprzyja zamartwianiu i wymyślaniu sobie problemów. Zawsze jest coś do zrobienia lub odkrycia, z zachowaniem oczywiście odpowiedniego balansu.

8. RODZINA I PRZYJACIELE
Fajnie jest mieć swoje pasje i zainteresowania, ale jeszcze lepiej jest je dzielić z innymi ludźmi. Liverpool był blisko wygrania ligi w sezonie 2013/14, dlatego poleciałam na ostatni mecz, chociaż nie miałam na niego biletu. Chciałam być jednak w mieście, bo wciąż jeszcze miałam nadzieję na wielką fetę i świętowanie. Po ostatnim gwizdku, kiedy rozwiały się ostatnie nadzieje, płakałam jak bóbr. W kącie siedział mój znajomy – dorosły mężczyzna po czterdziestce, a szlochał w rękaw jak małe dziecko. W końcu się trochę uspokoiłam, otarłam łzy i rozejrzałam wokół. Byłam w Anglii, w mieście, które nazywam drugim domem, blisko klubu, któremu od dawna kibicuję, wokół ludzi, którzy mnie rozumieli i czuli dokładnie to samo. Kiedy emocje opadły, my i tak zrobiliśmy sobie największą imprezę w historii Polaków w Liverpoolu. Dlatego doceniam fakt, że zawsze mam wokół siebie rodzinę i przyjaciół, którzy mi pomagają, rozumieją, zabawiają, zawsze o mnie pamiętają i przejmują się moim losem.

11937462_1030331116998899_282671904839310431_o
XII Ogólnopolski Zlot Liverpool FC, Żabinka 2015.

Podsumowując, szczęście trzeba sobie wypracować! Dostałeś moją receptę, ale różnimy się, więc twoja będzie inna. Kluczem jest jednak odpowiedź na to, co daje nam szczęście: podróże, sport, moda, własny dom, rodzina, rzeczy materialne? A potem trzeba próbować i nie zniechęcać się, kiedy coś nie idzie po naszej myśli. Bo będą też inne emocje, ale jeśli oglądałeś Disney’owską produkcję „Inside Out”, wiesz, że takich też potrzebujemy. Jeśli straciłeś kogoś bliskiego, naturalnym jest, że będzie ci smutno. Skręciłeś nogę, a miałeś zagrać w ważnym meczu, będziesz pewnie zły i sfrustrowany. Ktoś w twojej rodzinie poważnie choruje, będziesz się pewnie bał o jego zdrowie. Najważniejsze jest jednak, aby ufać sobie, pozostać sobą i niczego nie udawać. Wtedy przezwyciężymy wszystko i zawsze odbudujemy swoje szczęście.