Kilka słów o amerykańskiej Polonii

Kiedy przyleciałam na program Au Pair do USA, jednym z głównych celów była nauka języka angielskiego. Oczywiście znałam go już wcześniej, jednak chciałam dojść do poziomu, z którego będę zadowolona, czytaj: rozumieć co do mnie mówią i odpowiadać automatycznie. Postanowiłam więc sobie, że będę jak najmniej czasu spędzać z Polakami. Taki właśnie błąd popełniłam trzy lata temu w Anglii, gdzie pracowałam, mieszkałam i wychodziłam na miasto ze swoimi rodakami. Nie żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale po prostu nie miałam okazji na praktykowanie języka. Teraz miałam mieszkać z Amerykanami, od początku też próbowałam znaleźć przyjaciół o innej narodowości. Musiało zadziałać.

I działało. Po kilku miesiącach już nawet myślałam i śniłam w języku angielskim. Jednak w pewnym momencie coś we mnie pękło. Jeszcze jeden dzień i zwariuję, pomyślałam. Byłam po prostu zmęczona psychicznie, bo jednak obcy język wymagał ode mnie więcej skupienia. Nawet jeśli odpowiadałam automatycznie, musiałam uważać na przykład na wymowę. Rozmawiałam czasami z rodziną i znajomymi w Polsce przez Skype, jednak chciałam się odprężyć też tutaj, na miejscu. Wiesz, taka odskocznia, reset, kiedy nabierasz sił i jesteś gotowy na dalszą burzę mózgu.

IMG_1628
Polski Kościół w Stamford w stanie Connecticut

Po jakimś czasie odkryłam więc polski Kościół trzy mile od mojego domu. Dobrze pamiętam moją pierwszą mszę i chyba pisałam już o tym wcześniej na blogu. Ksiądz zaczął modlić się po polsku, a ja w tym samym momencie się popłakałam. Nie mogłam tego kontrolować, to mieszanina wielu emocji: radości, smutku, tęsknoty… Zrozumie tylko ten, kto żyje na emigracji! I tak próbowałam wracać każdej niedzieli nie tylko, żeby spotkać się z Panem Bogiem, bo z nim mogę porozmawiać wszędzie, ale właśnie dla naszego języka. Wyobrażałam sobie, że przez ta jedną godzinę tygodniowo jestem z powrotem w Polsce. Zaraz skończy się msza, w drodze do domu wstąpimy do sklepu po ciastka, a potem mama ugotuję rosół. Czułam jego zapach i ciepło rozchodzące się po ciele.

To właśnie przy polskim Kościele poznałam nieco życie amerykańskiej Polonii. W głowie miałam już oczywiście utarte pewne wyobrażenia. Najbardziej żywy obraz to ten z trzeciej części filmowej trylogii Sami Swoi i podróży Kargula i Pawlaka do Ameryki. Pamiętałam też, że jako dzieci moi sąsiedzi zawsze dostawali drogie prezenty od „babć z Ameryki”. W Polsce nie moglibyśmy sobie wtedy na nie pozwolić. Musiało im się więc dobrze powodzić za oceanem. Od tego czasu minęło już jednak wiele lat i dużo rzeczy na pewno się zmieniło. Zastanawiałam się więc, jak żyją teraz Polacy w Stanach.

img_0181Wieńce dożynkowe uplecione przez Polaków na doroczne święto

Akurat tak się złożyło, że zamieszkałam blisko dużego skupiska Polaków, a Kościół jest właśnie organizacją, która ich najbardziej integruje. To na placu przy Kościele odbywają się różne imprezy, gdzie można zjeść nasze jedzenie, posłuchać polskiej muzyki i kultywować wszelkie tradycje. Najpierw wybrałam się ze znajomym Polakiem na Majówkę. Poznałam w końcu kilku rodaków, którzy przyjechali na ten sam program wymiany kulturowej. Nie ukrywam, szliśmy tam z jedną myślą – JEDZENIE! Pierogi, bigos, kiełbaska z grilla. Nie tylko dobrze zjedliśmy, ale też potańczyliśmy, pokazując naszym znajomym m.in. z Francji i Meksyku, jak my to robimy w Polsce. Wszyscy dobrze się bawili.

Później wybrałam się na dożynki, gdzie został zaproszony m.in. aktor serialu M jak Miłość, Andrzej Młynarczyk. Moja ostatnia impreza to Sylwester z Polonią w budynku przy Kościele. Standardowo polskie jedzenie i muzyka. Teraz Polacy organizują sobie imprezę walentynkową. Co jakiś czas odbywają się też koncerty, w tamtym roku przyjechał m.in. Piotr Rubik ze swoją orkiestrą. Każdego roku w pierwszą niedzielę października na alei 5. w Nowym Jorku odbywa się parada Pułaskiego i robi się biało-czerwono. Generał Kazimierz Pułaski to podobnie jak Kościuszko bohater dwóch narodów – walczył o wolność Polski i Ameryki. W mieście obok jest ulica o nazwie Pulaski, a na niej polski sklep Warsaw Deli. Jeżdżę tam czasami, jeśli zatęsknię np. za polskim twarogiem.

img_0185
Spotkanie amerykańskiej Polonii, która kontynuuję tradycję polskich dożynek

A jak radzą sobie Polacy w USA? Tak jak w Polsce – różnie. Poznałam takich, którzy wypełnili swój amerykański sen. Przyjechali wiele lat temu, mając kilka dolarów w kieszeni. Teraz mają swoje firmy, zatrudniają ludzi, a ich domy często są większe, niż amerykańskich sąsiadów obok. Sukces ten jednak nie spadł z nieba. Ciężko na to pracowali i nie zawsze było tak kolorowo. Inni pracują w korporacjach, bankach, firmach usługowych, sklepach. Najwięcej do czynienia miałam jednak z osobami zatrudnionymi w branży budowlanej, a w przypadku kobiet jako pomoc domowa, bądź opieka nad dziećmi. Większość osób ma odpowiednie papiery, jednak nadal wiele Polaków w USA żyję i pracuję „na czarno”.

Jeśli chodzi o język, tu kłania się kwestia wychowania i tego, jak bardzo rodzice przywiązywali uwagę do polskich korzeni. Poznałam Polaków tylko z nazwiska. Odziedziczyli go po polskim dziadku, ale oni posługiwali się już wyłącznie językiem angielskim. Inni mówili po polsku, ale bardzo słabo. Łatwiej więc było nam rozmawiać po angielsku, a polski zostawialiśmy na wypadek, gdybyśmy nie mogli się dogadać. Co raz więcej rodzin posyła jednak dzieci do polskich szkół. Zajęcia zwykle odbywają się w soboty, gdzie kładzie się szczególny nacisk na język, czy historię naszego narodu. Zauważyłam jednak, że nawet jeśli dzieci są upominane przez rodziców, by mówić po polsku, to między sobą i tak wolą język angielski. To w końcu nim posługują się na co dzień w szkole i na ulicy.

Inaczej ma się sprawa, gdy Polacy emigrują już jako dorośli ludzie do Stanów. Co raz więcej osób się na to decyduje, a w obecnych czasach miliony naszych rodaków żyje za granicą. Jedni znają już angielski, inni przyjeżdżają bez jakichkolwiek podstaw. W większości przypadków Polacy starają się integrować, a zaczynają to właśnie od nauki języka angielskiego. Szkoły i uniwersytety organizują wiele kursów, na które nasi rodacy chętnie uczęszczają. Zdarza się jednak, że niektóre osoby izolują się w polskim środowisku. Polacy w pracy, domu, na imprezie. Osobiście jeśli miałabym tu zamieszkać na stałe, robiłabym jednak wszystko, by poznać język angielski. Gwarantuję to przede wszystkim samodzielność i komfort psychiczny.

img_0187
Podczas polskich festiwali zawsze jest okazja na zakup biało-czerwonych pamiątek

Podsumowując, każdy radzi sobie, jak umie. Niemniej jednak to co wyróżnia naszych rodaków w USA to przywiązanie do polskiej kultury i tradycji. Większość stara się jednak wychowywać dzieci w duchu polskości i nawet jeśli one wolą rozmawiać po angielsku, to nadal znają nasze święta i zwyczaje. Polacy lubią się integrować i wspólnie spędzać czas. Z własnego doświadczenia, Polki żyjącej na co dzień w Stanach, wiem, że to ważne. Należy się integrować z Amerykanami, skoro u nich mieszkamy, jednak taki „polski reset” też jest potrzebny. Nie tylko dla rozluźnienia myśli, ale właśnie dla tych przyszłych pokoleń, które rodzą się w polskich rodzinach. By potem z dumą przechodzili obok pomnika Kościuszki w Bostonie, czy uśmiechali się jadąc jego mostem na Brooklynie.