Jak szybko zwiedzić Londyn?

Przejechać się czerwonym autobusem, zrobić zdjęcie pod Big Benem, wsiąść na London Eye, zobaczyć słynne reklamy na Picadilly Circus, a na koniec wypić jeszcze herbatkę z królową Elżbietą. Uff… Czy wymieniłam chociaż połowę atrakcji w Londynie? A co jeśli na stolicę Anglii mamy tylko dwie doby?

Kiedyś pisałam jak zaplanować sobie weekend w Nowym Jorku, by efektywnie wykorzystać czas i zobaczyć najważniejsze miejsca. Tego nam najczęściej brakuje podczas podróży. Nie możesz kupić więcej czasu, ale możesz nim rozsądnie zarządzać. Stąd kolejny poradnik na weekend w wielkim mieście, z którego być może kiedyś skorzystasz.

IMG_7691

Podczas mojej pierwszej wizyty w Londynie mieszkałam u koleżanki w Enfield (szósta strefa). Ona też odebrała mnie z lotniska Stansted, a następnie zaopatrzyła w niebieską kartę Oyster, dzięki której mogłam poruszać się łatwością po mieście. Koszt takiej karty to £5 i można ją wielokrotnie doładowywać, a dzięki niej zapłacimy mniej za bilety. Można jej użyć w pociągu, metrze, a zwłaszcza w autobusie, zważając na fakt, że tamtejsi kierowcy nie przyjmują gotówki.

Wciąż zmęczona po podróży, swój pierwszy dzień zaczęłam od spaceru po Hyde Park. To jeden z królewskich parków, w którym nie tylko możesz podziwiać piękno przyrody i sztuki, ale także uprawiać sporty wodne na jeziorze Serpentine, czy korzystać z otaczającego park toru do jazdy konnej. W jednym z narożników znajduję się słynny Speaker’s Corner, czyli miejsce przemówień i debat, gdzie każdy może wyrazić swoje poglądy pod warunkiem nie obrażania królowej.

IMG_7629

IMG_7627

Stąd blisko już do Buckingham Palace, czyli największego pałacu królewskiego na świecie. Tutaj rezyduje brytyjski monarcha (obecnie królowa Elżbieta II), a także odbywają się w nim ważne uroczystości państwowe, czy spotkania z głowami innych państw. Warto zwrócić uwagę na symbolikę flagi powiewającej na maszcie. Jeśli jest to flaga królewska, oznacza obecność królowej w pałacu. Flaga brytyjska mówi nam, że królowej nie ma w budynku. Opuszczona do połowy masztu, oznacza żałobę po śmierci ważnej osobistości bądź innych smutnych wydarzeniach.

Jedną z największych atrakcji Londynu jest uroczysta zmiana warty pod Buckingham Palace. Trwa pół godziny i jest darmowa, aczkolwiek warto przyjść wcześniej i zająć sobie miejsce w tłumie turystów. To ci słynni wartownicy w czerwonych mundurach i wielkich, czarnych czapach na głowie, zwanych „Bearskins”. Podczas moich dwukrotnych odwiedzin w Londynie, nie udało mi się jednak zobaczyć tego widowiska. Trafiłam za to na wizytę przewodniczącego Republiki Chińskiej  i obserwowałam jego wyjazd z pałacu. Kolumna samochodów odjechała przez The Mall, czyli reprezentacyjną drogę Londynu o nietypowym kolorze czerwieni. Wtedy otaczały ją na przemian flagi Chin i Wielkiej Brytanii.

IMG_7714

IMG_7618

IMG_7616

W St. James Park, najstarszym parku królewskim, mieszka sporo ptactwa wodnego. Najbardziej znany jest z obecności pelikanów, na których obserwację poświęciłam kilka minut. W końcu dotarłam do chyba najbardziej popularnego symbolu Londynu i całej Anglii. Big Ben, czyli wysoka wieża zegarowa należy do Pałacu Westminsterskiego, gdzie swoje posiedzenia mają obie izby parlamentu. Szybkie zdjęcie, a stamtąd blisko już do Westminster Bridge. Spacer po moście w czasie ostatniej wizyty wywołał we mnie mnie sporo refleksji, kwiaty były jeszcze świeże… Zaledwie miesiąc wcześniej doszło tutaj do ataku terrorystycznego, w którym zginęły niewinne osoby.

Odpuściłam sobie przejażdżkę London Eye, ale z mostu to już dosłownie rzut beretem, a koszt jednego okrążenia to ok. £24. Ze szczytu koła młyńskiego można podziwiać piękną panoramę serca Londynu. Dzień już jednak dobiegał końca, słońce ustępowało kolorowym światłom miasta, więc w zamian wybrałam się na spacer wzdłuż Tamizy. Obserwowałam ludzi, zaglądnęłam na targ książek, wsłuchiwałam się w dźwięki wygrywane przez ulicznych artystów…

IMG_7537

IMG_7701

IMG_7679

IMG_7547

Drugiego dnia nie było już czasu na relaks i odpoczynek. To był mój drugi i ostatni dzień w Londynie, więc plan na zwiedzanie był wypełniony co do minuty. Tymczasem wstaję wczesnym rankiem i słyszę kroplę deszczu bębniące w szybę… Witamy w Anglii! Pożyczyłam parasol od koleżanki i mimo przeciwności pogodowych, pojechałam na miasto z pozytywnym nastawieniem.

Najlepszym rozwiązaniem była ucieczka do muzeum, więc na pierwszy cel obrałam sobie Museum of London. Wstęp darmowy, jak w większości muzeów w Anglii! Jakkolwiek nie jestem miłośniczką muzeów, tak uwielbiam je na wyspach. Często nowoczesne, wielkie budynki, sporo przestrzeni i multimedialne wystawy, które zmuszają zwiedzającego do interakcji. W nich nie można się aż tak bardzo nudzić.

Kiedy deszcz trochę ustąpił, przeszłam się pod katedrę św. Pawła, by stamtąd złapać metro pod słynny Tower Bridge (często mylony z sąsiednim London Bridge). Most zwieńczają dwie charakterystyczne wieże i jest drugim najczęściej odwiedzanym obiektem w Londynie (zaraz po Big Benie). W pobliskich kafejkach znalazłam chwilę czasu na herbatę w towarzystwie angielskich dżentelmenów.

Kolejna przejażdżka metrem i dotarłam do Trafalgar Square, centralnego placu Londynu. Duża przestrzeń, gdzie znajduję się m.in. fontanna oraz pomniki ważnych osobistości. Nad wszystkim góruję kolumna Nelsona. Do jego północnej części przyłączona jest galeria sztuki, National Gallery. Tam podziwiałam zbiory malarskie   ostatnich kilku wieków, w tym m.in. kilkanaście dzieł Vincenta van Gogha.

IMG_7564

Burczało mi już porządnie w brzuchu, a że byłam blisko dzielnicy chińskiej (centrum Soho), nie mogłam zignorować swojej miłości do wschodniej kuchni. Charakterystyczne bramy i ławki, czerwone lampiony, a także mnóstwo innych detali tworzą niezwykły klimat. Ceny posiłków są tu nawet przyjazne na polską kieszeń. Ja wstąpiłam do restauracji Wasabi, w której pracowała kiedyś moja współlokatorka.

Miałam za sobą już długi dzień, a zmęczenie co raz bardziej dawało się we znaki. Kiedy dotarłam do Muzeum Brytyjskiego, ostatecznie zrezygnowałam z jego zwiedzania. Weszłam tylko na chwilę, by przyjrzeć się z bliska architekturze wzniosłego budynku. Stamtąd pomaszerowałam do Picadilly Circus, który jest dla mnie europejskim Times Square. Skrzyżowanie tętniące życiem, wielkie reklamy uliczne, masa turystów, klaksony żółtych taksówek… oj, przepraszam, czerwonych autobusów. Tutaj z uśmiechem na ustach zakończyłam swój drugi dzień wycieczki.

IMG_7580

IMG_7595

IMG_7717

Moja druga wizyta w Londynie przebiegła bardzo podobnie, miałam jeszcze mniej czasu i przetarłam podobne szlaki. Jedynym wyjątkiem były odwiedziny stacji King’s Cross i słynnego peronu 9 i 3/4, który musi zobaczyć każdy fan Harry’ego Pottera. Bądź jednak gotowy na długą kolejkę turystów, chcących sobie zrobić zdjęcie ze znikającym w ścianie wózkiem. Obok oczywiście sklep z gadżetami czarodziejów.

IMG_7642

Myślę, że to całkiem dużo jak na weekend w 8,5-milionowej metropolii. Wiem jednak, że to nie były ostatnie wizyty w stolicy Anglii. Londyn znajduję się na mojej liście miast, w których ciężko byłoby mi zamieszkać, ale do których lubię wracać. Jako fan piłki nożnej, wciąż marzę o wizycie na Wembley i zobaczeniu kilku innych obiektów piłkarskich. Kiedy wyjeżdżam więc z Londynu, mówię królowej Elżbiecie – do zobaczenia!