Dziewięć miesięcy w USA: Miejsca, które zwiedziłam i za czym tęsknię w Ameryce

Tak, to już dziewięć miesięcy w USA! Sama nie mogę w to uwierzyć. Nasze początki nie były łatwe, powiedziałabym nawet burzliwe, bo często się z Ameryką kłóciłyśmy. Jestem inna, dam ci wolność i możliwości, rozwiniesz skrzydła i spełnisz swój sen – zdawała się mówić, kiedy ja widziałam tylko kolejne absurdy i różnice nie do przeskoczenia. Jednak po tych kilku miesiącach coś zaskoczyło, ludzie jakby trochę mniej śmieszni, jedzenie nawet nie takie złe i w ogóle powietrze jakoś tak lepiej pachnie. Jeszcze miesiąc temu pokazałabym jej język na pożegnanie, a tymczasem w oku kręci się łza na myśl o wyjeździe… Nie pora jednak na rozczulanie, bo przygoda trwa nadal, więc podsumujmy lepiej ostatnie wydarzenia.

Co trzy miesiące dzielę się z tobą miejscami, które odwiedziłam w Stanach i kilkoma innymi refleksjami. W ostatniej „ćwiartce” nie było za wiele wyjazdów, ale pobawiłam się za to w drobnego detektywa, odkrywając swoją najbliższą okolicę (stan Nowy Jork i Connecticut). Poprzednio opowiedziałam ci czego nauczyłam się od Amerykanów i o sobie samej. Tym razem zdradzę ci, za czym najbardziej tęsknię na obczyźnie. To moja najdłuższa emigracja, wiedz, że hierarchia wartości nieco wykoziołkowała, a ja zrozumiałam, że bez pewnych rzeczy jednak ciężko żyć.

5 MIEJSC, które odwiedziłam w USA:

1. Audubon Greenwich

IMG_0406.JPG

IMG_0632.JPG

Nasz ostatni powiew lata, miejsce, gdzie wyciągnęłam dzieciaki na zakończenie ich wakacji. Przepiękny rezerwat przyrody na granicy miasta Greenwich, w którym mieszkam. Na początku oglądnęliśmy zwierzęta, które będąc kontuzjowane, trafiły pod opiekę pracowników ośrodka. Najbardziej podobały nam się orły i sowy-puchacze. Później wybraliśmy się na krótki hiking po lesie. Naszej wycieczce sprzyjała piękna pogoda, kwiaty kwitły wokół i w sercu, a dzieci z radością odkrywały życie drobnych, leśnych stworzeń. Po wszystkim usiedliśmy na ławce przed stawem, nad nami szumiały drzewa, a my wyjęliśmy z plecaków kanapki i mogliśmy uzupełnić straconą energię. To był na prawdę pozytywny dzień.

2. Sleepy Giant State Park

IMG_0688.JPG

IMG_0694.JPG

Ten weekend wspominam z przyjemnością, dlatego, że spędziłam go w większości w polskim towarzystwie. O tym będzie jeszcze mowa, ale odskocznia od języka angielskiego to zawsze dobry pomysł. Pagórki, które znajdują się pod ochroną parku, przypominają kształtem śpiącego giganta – jak nie trudno się domyśleć, stąd jego nazwa! My wybrałyśmy nieco krótszą trasę, wspinając się na szczyt góry, którą wieńczyła wieża widokowa. Piękne widoki, wesołe towarzystwo, spacer na łonie natury – czego chcieć więcej w to słoneczne, wrześniowe popołudnie?

3. Turkey Mountain i Croton Gorge Park 

IMG_1253.JPG

img_1269

Bardzo lubię spontaniczne wypady, od których nic nie oczekujesz. Szybki telefon, kilka batonów wrzuconych w biegu do plecaka i już jesteśmy w trasie. A potem: ach, och, jak tu pięknie! Taki był właśnie ten wyjazd. Tym razem nie było słońca, lato powoli się już kończyło i chociaż góry nie były wysokie, to wilgotność dalej dawała się we znaki. Dla pięknego widoku warto było się jednak wspiąć na sam szczyt. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o jeszcze jeden park, gdzie największe wrażenie zrobiła na nas zapora wodna. Niezwykły klimat, gdzie mogliśmy się wyciszyć i zapomnieć na chwilę o mieście i czekających tam obowiązkach.

4. Greenpoint, Brooklyn

img_1380

IMG_1375.JPG

Stało się! O tym też będzie zaraz mowa, ale w końcu po ośmiu miesiącach żołądek doszedł do głosu: jeśli nie zjesz zaraz schabowego, to zwariujesz! Co tu robić? Jedziemy na Greenpoint, przecież tam mieszka najwięcej Polaków! Szybki research w Google i już jesteśmy w knajpie o dźwięcznej nazwie Karczma. Po drodze mijamy jeszcze polskie sklepy, różne instytucje oraz murale z naszymi symbolami narodowymi. Śmiejemy się, a w brzuchu burczy, bo z dala pachnie już kuchnia mamy. Wchodzimy do środka i ani myślimy dziś oszczędzać! Na stole ląduje chleb ze smalcem i kiszonymi ogórkami, pierogi, rosół i gwóźdź programu – schabowy z ziemniakami i mizerią. Popijamy Żywcem, a jak! Kelner dostanie dziś chyba duży napiwek!

5. Wodospad Niagara

IMG_1545.JPG

IMG_1689.JPG

To najbardziej ambitny wyjazd z tego okresu. Myślę, że zasługuje na osobny post, więc dziś będzie w skrócie. Wodospad, a właściwie wodospady, bo jest ich trzy, od dawna gościły na mojej liście „miejsc, do odwiedzenia”. Jakie to fajne uczucie, móc znów spełnić kolejne marzenie. Korzystając z okazji, że Kanada nie wymagała od nas wizy, przekroczyłyśmy granicę. A co słychać u sąsiadów? Dużo łosi, syropu klonowego i nawet dobre piwo.

5 RZECZY, za którymi tęsknię w USA:

1. Rodzina i przyjaciele

Pisałam już o tym niejednokrotnie. Kolorowa jesień w Central Parku, wesoła Bourbon Street, czy Wielki Kanion Kolorado nigdy nie zastąpią nam uśmiechu tych, których kochamy. A my-podróżnicy kochamy ludzi rozproszonych po całym świecie. To cena, jaką płacimy za swoje piękne podróże i doświadczenia. Nie żałuję, że tutaj jestem, ale wiedz, że jeśli kiedykolwiek zdecydujesz się na emigrację i zostawisz kogoś za sobą, to będą też ciężkie dni, łzy i chwile zwątpienia.

2. Jedzenie

O jedzeniu pisałam już kilka postów temu i nadal podtrzymuję swoją wersję – jedzenie w Ameryce jest okropne. Jedyne czym się broni, to fakt, że np. w Nowym Jorku mają restauracje z całego świata i zawsze można zjeść pysznie. Jednak produkty w sklepach są mocno przetworzone, zazwyczaj zbyt tłuste lub za słodkie. Gotuję się też inaczej, a mikrofalówka jest używana częściej niż kuchenka gazowa. Dlatego tęsknię za naszym jedzeniem, zapachami i smakami, na których się wychowałam. Zawsze jestem otwarta na nowe kuchnie, jednak nic nie smakuje tak jak schabowy z ziemniakami i mizerią zjedzony po kilku miesiącach.

3. Język Polski

Mam polskich przyjaciół, czytam nasze książki, ciągle dzwonię do domu i chociażby piszę tego bloga. Angielski już mnie tak nie męczy, bo po tylu miesiącach przychodzi łatwo i automatycznie. Jednak tęsknię czasami za pełną swobodą wypowiadania się i wyrażania swoich uczuć. Ojczysty język jest częścią ciebie, możesz opanować angielski, chiński, czy francuski do perfekcji, ale nigdy nie wyrazisz siebie w sposób, w jaki zrobisz to w swoim języku. A ja chciałabym wyjść już po prostu do sklepu i powiedzieć „Dzień Dobry, poproszę chleb i żółty ser”, zamiast „Good morning. Can I have this bread and yellow cheese?”   Brzmi banalnie, wiem, ale pomieszkaj kilka miesięcy za granicą i bądź zmuszony do używania innego języka, a zrozumiesz.

4. Kultura 

Podróżuję, bo chcę zwiedzać nowe miejsca, ale też odkrywać obce kultury. Fascynuje mnie to, jak ludzie są różni, ich wierzenia, tradycje, zwyczaje. Kocham to i zawsze będę to robić. Jednak jestem przede wszystkim Polką i to nasza kultura jest we mnie mocno zakorzeniona. Po kilku miesiącach na emigracji, tęsknie nawet za zachowaniami, które w Polsce wydawały mi się często śmieszne. Jak np. szukaniem dla wszystkich kapci, kiedy zjadą się goście. Tęsknię za mandarynkami zimą, wizytą na „kawę i ciastka”, krojeniem warzyw na sałatkę… Często są to rzeczy błahe, takie, na które zwracamy uwagę dopiero wtedy, kiedy ich zabraknie.

5. Miejsca 

Podróżując, przywiązujemy się nie tylko do napotykanych ludzi, ale także miejsc, które szczególnie ujęły nasze serce. Tęsknimy też za tymi, które mają dla nas sentymentalne znaczenie, jak chociażby rodzinne strony. Pola, które kiedyś wydawały się szare i nudne, łąki, pagórki, lasy… Po kilku miesiącach życia na emigracji, nabiorą zupełnie nowego znaczenia. Stukot obcasów o brukowany rynek w Krakowie, bursztyny na ulicy Mariackiej w Gdańsku, owce na zielonych pagórkach Irlandii, hymn śpiewany przez kilkadziesiąt tysięcy kibiców na stadionie Liverpoolu. Nasze serce i myśli już nigdy nie będą w jednym miejscu.

  • Czytając Twojego bloga mam wrażenie jakbym czytała swojego. Hah mam podobne odczucia, zainspirowałaś mnie żeby pojechać na greenpoint, dzięki!!