Dwa dni na Florydzie, czyli jak cofnęłam się w czasie

„Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie”. Wiesz kto to powiedział? Albert Einstein, człowiek, który całe życie poświęcił formułowaniu prawom nauki. To dzięki wyobraźni moje lalki potrafiły mówić, piaskowe babki wyglądały jak pyszne ciasta z cukierni, a pole wysokiego bobu zamieniało w dziką dżunglę, w której straszył predator. Cholernie się wtedy bałam i już chyba wiem, dlaczego dzieci nie powinny oglądać wszystkich filmów! Kiedy rodzice budowali nowy dom, labirynt surowych ścian zamieniał się w komnatę tajemnic, w której straszył Bazyliszek. To dzięki wyobraźni szare, długie dni nabierały kolorów. Nie potrzebowaliśmy komputera, czy iPada, żeby się dobrze bawić – wystarczyła wyobraźnia.

Kto z nas w dzieciństwie nie marzył, by przejechać się złotą karocą jak Kopciuszek, albo polatać na magicznym dywanie Aladyna. Wiele pokoleń wychowało się na bajkach Disneya. Jeszcze jednak zanim obejrzałam filmy, większość historii znałam już z książek. To wtedy wyobraźnia pracuje najlepiej, czytasz i wizualizujesz obraz w swojej głowie. Na pewno nie jeden raz przeczytałeś jakąś książkę, a potem obejrzałeś film na jej podstawie i byłeś rozczarowany. Dlaczego? Bo wykreowałeś w głowie już pewien obraz, jednak wizja reżysera była nieco inna. Poza tym filmy ucinają wiele wątków. Niemniej jednak wyobraźnia to wspaniały dar, to dzięki niej miałam barwniejsze dzieciństwo i dzięki niej sformułowałam marzenia, do których teraz dążę.

C.S Lewis, twórca Opowieści z Narni, powiedział kiedyś „Nigdy nie jesteś za stary na kolejny cel lub marzenie”. Kiedy więc przyleciałam do Stanów, powstała lista rzeczy do zrobienia. Dostałam bowiem szansę na zrealizowanie marzeń, których nie mogłam wcześniej spełnić. I wiecie co znalazło się na pierwszym miejscu? Odwiedzić Disney World! Co z tego, że mam już innych idolów, a okres dzieciństwa zakończył się kilka lat temu. Tak naprawdę każdy z nas ma w sobie trochę dziecka, a pewne cechy z tego etapu życia, warto pielęgnować.

img_4120

Dobrze pamiętam ten słoneczny dzień na Florydzie. Razem z koleżanką Karoliną przyjeżdżamy autobusem do Orlando około godziny 10-ej. Nie chcemy marnować czasu, więc przebieramy się w łazience pobliskiego sklepu i od razu zamawiamy Ubera. Walizki zamierzamy zostawić na miejscu w szatni. Ekscytacja rośnie z każdą minutą. Kiedy zbliżamy się już do celu i wyłania się napis „Magic Kingdom”, cóż, użyj teraz swojej wyobraźni i zobacz jak szeroko się uśmiechamy.

Świat Disneya odwiedzamy akurat w okresie Bożego Narodzenia. Kiedy więc przekraczamy bramę, wita nas wysoka choinka i świąteczna parada orkiestry. Kilka kroków dalej i wyłania się zamek. Ale nie jakiś zwykły zamek! To on przez lata był zapowiedzią magicznego świata, do którego wprowadzały nas produkcje Walta Disneya. Mam wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego. Wierz mi lub nie, ale jestem wzruszona.

img_4124

img_4154

img_4163

Jeszcze nie zdążyłyśmy ochłonąć, a pracownicy już przesuwają nas na pobocze. „Będzie parada!”, krzyczą, a my jesteśmy bardziej podekscytowane, niż niektóre dzieci obok. Jeszcze chwila i wyobraźnia stanie się rzeczywistością. Mija nas Myszka Mickey, Goofy, Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków, Piękna i Bestia, Aladyn razem z księżniczką Jasmine i Kopciuszek w złotej karocy! A także nowe postacie, jak księżniczki Elsa i Anna oraz ich wesoły przyjaciel Olaf. „To jest niesamowite! Nie mogę w to uwierzyć”, powtarzamy w kółko i suszymy zęby w uśmiechach.

img_4129

img_4137

img_4142

img_4145

Parada się kończy, a my ruszamy na podbój kolejnych atrakcji. Skoro jesteśmy w Disney World, chcemy zdjęcie z księżniczką! Ustawiamy się w kolejce do Kopciuszka i wtedy czar pryska. Czekamy dobrą godzinę po to, żeby w kilka sekund zrobić sobie szybkie zdjęcie z bohaterką z dzieciństwa. I już wiemy, że tak głównie będzie wyglądał nasz pobyt, bo tłum jest ogromny i szybko zaczynają nas męczyć ludzie. Próbujemy jednak nie psuć sobie dobrych humorów i zamiast marnowania czasu w kolejkach, ruszamy na obchód parku. Raz mamy szczęście, bo udaje nam się wejść do domu Belle bez kolejki.

img_4186

img_4193

img_4224

img_4202

img_4208

img_4239

Wchodzimy jeszcze do wielkiego domku na drzewie, jedziemy kolejką oraz karuzelą Aladyna, gdzie siedzimy na latającym dywanie, jednak głównie spacerujemy po parku i odkrywamy jego magiczne zakątki. Cały czas czuć atmosferę świąt, dekoracje, przebrania, orkiestra, grająca świąteczne kawałki. O pewnych godzinach aktorzy wystawiają show przed zamkiem Disneya. Jedno oglądamy jeszcze za dnia, a drugie już po zmroku, któremu towarzyszą kolorowe światełka. To nasz ostatni punkt programu i zakończenie pełnego wrażeń dnia.

img_4256

img_4260

img_4264

img_4274

Jedziemy do naszego hosta. W Orlando znów korzystamy z Couchsurfingu. Mike prowadzi również Airbnb, jednak od nas nie bierze pieniędzy, bo znajdujemy się przez ten pierwszy portal. Swoje wielkie mieszkanie zamienił w mały hostel. Jest tam teraz sporo piętrowych łóżek, tabliczka z hasłem do wifi i kącik w którym możemy zaparzyć sobie kawę lub herbatę. Ja od razu zakochuje się w jego psie husky i utwierdzam w przekonaniu, że chcę jednego w przyszłości. Nasz gospodarz jest miły, a my czujemy się komfortowo i mamy okazję odpocząć po długim, wyczerpującym dniu.

Następnego ranka wstaję jako pierwsza i żegnam nie tylko Mike’a, ale także Karolinę, która wraca wcześniej do Nowego Jorku. Mój samolot jest późnym popołudniem, a ja będąc w Orlando, nie mogę przegapić okazji, by zobaczyć świat Harry’ego Pottera – serii książek, na której się wychowałam. Do tej pory śmiejemy się z siostrą z mojego wspomnienia, związanego z historią młodego czarodzieja. Było lato, leżałam na balkonie i właśnie przeczytałam fragment, w którym Dumbledore umiera. I wiesz co – zwyczajnie się  wtedy popłakałam. Harry Potter to mój kolejny idol z dzieciństwa, a także idealny przykład tego, jak filmy rozczarowały mnie względem książki. Jeśli oglądałeś filmy, ale nigdy nie przeczytałeś książek, nawet nie wiesz, ile straciłeś!

Swój ostatni dzień na Florydzie, spędzam więc w Universal Studio. Jak już wspominałam, idę tam głównie ze względu na Harry’ego Pottera. Niestety nie mam wystarczająco czasu, żeby zobaczyć obydwa parki. Wybieram więc ten, w którym jest Hogwart i jedyna wioska zamieszkana wyłącznie przez czarodziejów – Hogsmeade. Wchodzę między innymi do Sklepu Zonka, gdzie mogę kupić Łajnobomby lub cukierki wywołujące czkawkę, a nieco później do Sowiej Poczty, gdzie mogę również znaleźć szalik Gryffindoru, kocioł na eliksiry i dopasować swoją różdżkę.

img_4408

img_4316

img_4326

img_4330

 img_4331

Nadeszła pora, żeby zwiedzić najsłynniejszą Szkołę Magii i Czarodziejstwa. Żeby się tam dostać, czekam chyba w najdłuższej kolejce w życiu. W końcu wchodzę do Hogwartu, zamku, w którym uczył się sam Harry Potter! Mijamy między innymi gabinet Albusa Dumbledor’a, przechodzimy przez komnatę, w której wiszą „gadające” obrazy, czy klasę, w której trzej przyjaciele uczyli się eliksirów. Na koniec wsiadam w kolejkę, która porusza się wzdłuż projektora. Dzięki najnowszej technologii, masz wrażenie, że latasz na miotle, grasz z Harrym w Quidditcha, czujesz na sobie oddech dementorów, o mały włos unikasz Bijącej Wierzby, by po chwili prawie wpaść w wielkiego pająka!

img_4396

img_4365

img_4369

img_4384

img_4391

W Universal Studio odwiedzam również Park Jurajski, szukam zaginionego skarbu, a na koniec wsiadam odważnie na rollercoaster Hulka, realizując tym samym kolejny punkt ze swojej Bucket List. Mam wciąż trochę czasu, jednak jestem okropnie zmęczona. Jeszcze godzina przeciskania się przez tłumy i zwariuję. Jadę więc wcześniej na lotnisko, gdzie ma się potem okazać, że mój samolot zostaje opóźniony. Zaszywam się na szarym końcu hali i czytam książkę, ale uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Cały czas mam w głowie wspomnienia dwóch ostatnich dni, kiedy znów byłam dzieckiem.

img_4302

img_4413

img_4417

img_4423

Jak dobrze móc cofnąć się w czasie.