Dlaczego nie śpię w drogich hotelach?

Z pierwszej i oczywistej przyczyny: bo mnie na to nie stać. Jeśli myślałeś, że podróżuję, bo mam milion na koncie, to od razu wyprowadzam cię z błędu. Na każdą podróż składa się wiele wcześniejszych wyrzeczeń: mniej ubrań w szafie, mniej wypitego piwa ze znajomymi, stary Alcatel zamiast iPhone’a (w końcu się jednak dorobiłam!). Czy to mnie jednak powstrzymuje od spełniania marzeń, czy żałuję, że nie mam tej modnej kurtki, którą nosi Anna Lewandowska? Oczywiście, że nie, bo to nie jest moim priorytetem. Kiedy ty marzysz o tej seledynowej puchówce, ja oczami wyobraźni widzę siebie na Bahamach z kokosowym drinkiem. Zamiast więc odcinać kolejne metki, kupię bilet lotniczy.

Chcę podróżować, ale nie mam pieniędzy, powie jeden, a drugi zacznie kombinować. Jest takie powiedzenie – kto nie chce, szuka powodu; kto chce, szuka sposobu. Prawda jest taka, że jak ci na czymś zależy, to nauczysz się włoskiego w pół roku i zdobędziesz dwa bieguny z amputowaną ręką i nogą. Chodzi właśnie o wyżej wspomniane priorytety. Ja też lubię wyjść ze znajomymi do baru, napić się drinka i potańczyć. Ale jeśli będę robić to w każdy weekend, to co będę wspominać na starość?

Ludzie narzekają na okoliczności, ja wierzę w ciężką pracę. Jestem też uparta. Czasami to wada, ale często raczej determinacja w drodze do obranego celu. Kiedy chciałam się przełamać i zacząć mówić po angielsku, rzuciłam się na głęboką wodę i pojechałam do Anglii. Nie raz patrzyłam z błaganiem w oczach na znajomych: pomóż, o czym on/ona do mnie mówi? Nie raz najadłam się wstydu, a ile napociłam przy sklejaniu zdań. Teraz to ja pomagam innym, którzy mają problem z językiem i śmieję z tamtych czasów. Grunt to się odważyć i nie poddawać.

img_3951
Bahamy: rower to jeden z moich ulubionych sposobów na odrywanie okolicy

Po tym długim wstępie, wróćmy jednak do istoty tematu. Nie mam pieniędzy, ale chcę podróżować. Podstawa to zwiedzić jak najwięcej, za jak najmniej. Co teraz? A no, szukamy sposobów! A XXI wiek, w dobie samolotów, internetu, urządzeń mobilnych, to idealny czas na kombinowanie. Najpierw pokochałam Ryanair. Co z tego, że mało miejsca na nogi, jak za 80 zł. mogę być w moim ukochanym Liverpoolu. Polski Bus zabrał mnie za 10 zł. do Warszawy, a przecież w czasie tych pięciu godzin jazdy, mogę poczytać książkę, ewentualnie obejrzeć film (mają wi-fi!). Nie możesz znaleźć połączenia? Sprawdź na BlaBlaCar, może akurat ktoś będzie jechał tą trasą.

Zwykle kiedy załatwię sobie już transport, a często są to godziny poszukiwań, prześwietlania stron typu kayak.com, skyscanner.pl, tanie-loty.com.pl oraz bezpośrednio stron linii lotniczych i przewoźników, wtedy pojawia się kwestia noclegów. Często zatrzymuję się u znajomych i zawsze się cieszę, kiedy później oni mnie w zamian odwiedzają. Ale przecież nie znam ludzi w każdym zakątku globu, a tam właśnie chcę dotrzeć, jeśli tylko wystarczy sił i czasu. Szukam więc innych sposobów. Kilka lat temu ktoś przedstawia mi Couchsurfing i nie dość, że spędzam w Bostonie trzy noce za  darmo, to jeszcze zyskuję przyjaciela. Ale o co chodzi, zapytają niewtajemniczeni.

img_3571
Będąc w Bostonie, próbuję odwiedzić Salem. Pomoc i wesołe towarzystwo znajduję na Couchsurfingu

Couchsurfing to strona internetowa skupiająca podróżników. Możesz zaoferować komuś darmowe zakwaterowanie, kiedy odwiedza twoje miasto lub poszukać noclegu u innych użytkowników, kiedy podróżujesz. Gdy mieszkałam w Krakowie, nie mogłam nikogo przenocować przez brak miejsca, ale czasami spotykałam innych globtroterów i oprowadzałam ich po mieście Kraka. Po pierwsze, żeby cały czas ćwiczyć język angielski, po drugie, dla referencji. To twoje jedyne źródło wiarygodności, które tak naprawdę działa w dwie strony. Czytasz opinie innych o użytkowniku i wiesz, że możesz mu zaufać i się u niego zatrzymać. Z kolei gospodarz prześwietla twoje referencje i wie, że może wpuścić cię do domu. Oczywiście zawsze istnieje jakieś ryzyko, ale… do odważnych świat należy!

Ludzie podróżują dla różnych celów. Jadą na wakacje, żeby odpocząć, szukają swojego miejsca na ziemi, albo tak jak ja, są po prostu ciekawi. Czy Anglik naprawdę pije herbatę o piątej po południu, czy holenderskie sery są faktycznie najlepsze i dlaczego Amisze nie używają elektryczności? Podróżuję, bo kocham różnorodność świata i ludzi, którzy w nim mieszkają. Chcę być między ludźmi, na ulicy, w obskurnym barze, ale z lokalnym jedzeniem. Chcę z nimi rozmawiać, słuchać ich muzyki, tańczyć do ich rytmów. Chcę przez chwilę poczuć, jak żyją ludzie na innym zakątku globu. Couchsurfing daje mi tą możliwość i dlatego go pokochałam.

Mój host w Teksasie przewiózł mnie wielkim pikapem. Nowy Orlean zwiedzałam na motocyklu. Później poszliśmy na imprezę, gdzie przez dwie godziny piliśmy wszelkie trunki z baru za jedyne 10$. Na Bachamach byłam na imprezie na plaży, której nie ma nawet na mapie. To prywatna zatoka w bogatej dzielnicy Nassau i żeby się tam dostać, trzeba minąć ochroniarzy oraz przedstawić im zaproszenie. Moi nowi znajomi-podróżnicy często mi pomagali z transportem z lotniska, czasami dla mnie gotowali, oprowadzali po mieście jak profesjonalni przewodnicy, opowiadali historie, które chciałam usłyszeć. Oni tu przecież mieszkają i znają okolicę, jak nikt inny. Wiedzą, gdzie wyjść na zakupy, w którym klubie jest najlepsza impreza, gdzie zjeść najlepiej i najtaniej… Wiele rzeczy mogę przeczytać na internecie i w przewodnikach, ale uwierz mi, lokalni mieszkańcy to najlepsze źródło informacji.

IMG_2788.JPG
Dzięki znajomemu z Couchsurfingu, Nowy Orlean zwiedzam na motocyklu

Dlaczego to robią? Może dlatego, że sami podróżują i wiedzą, że to nie zawsze prosta sprawa. Na przesiadkę w Fort Lauderdale miałyśmy godzinę, ale kiedy samolot w Nassau się opóźniał, już wtedy wiedziałam, ze przegapimy autobus do Orlando. Udało się znaleźć kolejny przejazd za 25$, ale o szóstej rano! Czekała nas więc noc na lotnisku, jednak wtedy przypomniałam sobie o „Emergency groups” na Couchsurfingu. Wiele miast ma specjalne grupy, gdzie możesz odezwać się do lokalnych podróżników w razie nagłej potrzeby. Carlos nie tylko nas odebrał, ale także pokazał na szybko miasto, zabrał do sklepu, gdzie mogłyśmy kupić jedzenie i przede wszystkim pozwolił się u niego zatrzymać na noc. Rano odwiózł nas nawet na przystanek autobusowy!

Nie zawsze jednak udaje mi się znaleźć dobrą duszę, która mnie do siebie przygarnie. Wtedy szukam tanich hostelów, a wraz z dobrą ceną dostaje ciekawe towarzystwo. Często są to ludzie zupełnie do mnie podobni. Młodzi, uśmiechnięci, z dobytkiem w plecaku i ciekawością w oczach. Dzielimy się w swoimi historiami. Kiedyś spotkałam dziewczynę z Argentyny, która przejechała całe Stany pociągiem, robiąc zdjęcia napotkanym przez siebie ludziom (soledadmanrique.com). W czasie ostatniego wyjazdu spróbowałam też po raz pierwszy Airbnb. To taki płatny Couchsurfing. Wciąż taniej niż w hotelu, jednak wynajmujesz apartament u lokalnych mieszkańców.

15725638_10211647132517772_1303168084_o
Airbnb na Bahamach, pierwsze doświadczenie i pozytywne zaskoczenie

Dlatego właśnie nie lubię drogich hoteli i resortów turystycznych. Ogrodzone wysokim płotem, goście zabawiani przez wynajętych animatorów, a największa rozrywka to nocna potańcówka w sali na parterze. Tam się jedzie, żeby odpoczywać. Ja każdy wyjazd muszę odsypiać co najmniej dwa dni, tak bardzo jestem zmęczona. Podróżuję, żeby odkrywać, być z ludźmi, doświadczać nowych rzeczy. Dlatego jestem w ciągłym ruchu i dlatego będę jeździć na rowerze przy 30-stopniowym upale, zamiast leżeć na plaży. Kiedyś może pojadę na wakacje, żeby odpocząć i nawet zatrzymam się w takim hotelu. Póki co, niech żyje Couchsurfing!

 

  • Fantastyczny post! Mam tak samo, jak Ty! Jak wydawac to na blizsze badz dalsze wyjazdy. Aczkolwiek zazdroszcze strasznie tych Bahamow 🙂