Amerykańska złota jesień – idzie Halloween!

Oficjalnie odwołuję lato, jako moją ulubioną porę roku! No bo co z tego, że wakacje, skoro już nie chodzę do szkoły. Co z tego, że słońce, skoro wilgoć. Co z tego, że morze, skoro wiatr. Oczywiście teraz przesadzam, bo lato było piękne, ale kiedy nadeszła pani jesień, zupełnie mnie w sobie rozkochała. Coś ci zdradzę – Nowa Anglia to idealny kawałek świata, żeby poczuć magię tego kolorowego sezonu. Jak dobrze, że tu teraz jestem.

img_2014

img_2107

Jesień oficjalnie startuje pod koniec września, a w Ameryce? Kiedy ciastka, muffiny, płatki śniadaniowe, a także kawa w Starbucksie przybiera słodko-pachnący smak pumpkin (pol. dynia). Podobno po Halloween wszystko będzie o smaku imbiru. Zobaczymy. Odchodząc jednak od smacznej strony jesieni, drzewa w tej części USA przybierają na prawdę magiczne kolory. Żółty, czerwony, brązowy, pomarańczowy, a to wszystko wymieszane i tworzące niesamowity krajobraz. Dzień wprawdzie krótszy i czasami popada, ale niebo wciąż potrafi być błękitne, a raz w październiku założyłam nawet szorty. Tak, to nie żart, pozdrawiam wszystkich zmarzniętych w Polsce 😉

A co z kwiatami? Powiędły, ale my dalej chcemy ozdabiać swoje domy. Pora więc na nowe gatunki. Jednego dnia zeszłam do kuchni na śniadanie, zaparzyłam kawę, upiekłam tosty, siadam za stołem, a tam… kopa czerwonych chryzantem. Chyba nie muszę ci mówić z jaką scenerią kojarzą mi się te kwiaty. Podzieliłam się za to ze swoją host-mamą, w końcu program wymiany kulturowej. A ona, o dziwo, zaczęła mnie przepraszać, chociaż ja wcale nie byłam zła, czy zniesmaczona. Po prostu widok ten był zupełnie czymś nowym i stąd rozpoczęta dyskusja. Ostatecznie kwiaty wylądowały w donicach przed domem.

„Jesienią zawsze zaczyna się szkoła…” i przygotowania do Halloween. Nie celebrujemy wprawdzie w Polsce, ale osobiście obchodziłam je dwa lata temu w Irlandii. Amerykanie są jednak znacznie bardziej pokręceni na tym punkcie. Uwielbiam spacerować po okolicy i oglądać ozdoby, którymi Jankesi obrzucają swoje domy i podwórka. Dynie, kościotrupy, pajęczyny, nietoperze, duchy… Przyjemność kończy się, kiedy natykam się na tego pająka! Brrr…

IMG_2009.JPG

img_1723
Czymże by była jednak jesień i Halloween bez Jack-o’-lantern, czyli dyniowej latarni o strasznej twarzy. Skąd je wziąć? Najlepiej zrobić samemu, w tym przecież cała heca. Jedziemy więc na farmę po dynie, a tam moc niezliczonych atrakcji. Największe wzięcie ma traktor i runda wokół na przyczepie. Dzieci mają ubaw, a ja zaciągam się zapachem siana i wracam myślami do swojego dzieciństwa, kiedy stogi siana, były najlepszym placem zabaw, a kurs na jazdę traktorem przechodziło się już w wieku pięciu lat!

IMG_1938.JPG

IMG_1952.JPG

Wydaje się, że mam więcej frajdy niż dzieci. Chodzę, zaglądam, wącham, szukam inspiracji. Zaraz obok pola z dyniami jest ścieżka, która prowadzi do innych atrakcji. Mijamy więc strachy na wróble, super-bohaterów, duchy, kościotrupy, cmentarz, a ja myślę nad swoim kostiumem. A kto tam siedzi w trawie? Bulbasaur, to na prawdę ty? Jaka szkoda, że już nie gram w Pokomeon GO.

IMG_1960.JPG

IMG_1958.JPG

IMG_1968.JPG

IMG_1959.JPG

IMG_1976.JPG

Halloween już za kilka dni, a ja z niecierpliwością czekam, kiedy mali sąsiedzi zapukają do naszych drzwi z wesołym: Trick or Treat (pol. cukierek albo psikus). Chociaż z drugiej strony moja arachnofobia woła: zakończmy już to show! W weekend uciekam więc do Nowego Jorku, może jakaś parada? Na pewno jesień w Central Parku, a potem już spokojnie możemy myśleć, czym nafaszerować indyka w Święto Dziękczynienia.