10 ciekawostek o Ukrainie

Wstęp będzie krótki, a właściwie żaden, bo dziś o ciekawostki chodzi. Jeśli wybierasz się wkrótce z wizytą do naszych wschodnich sąsiadów, być może przyda ci się kilka wskazówek. Zapraszam na pierwszy wpis z podroży po Ukrainie i Mołdawii.

1. W hostelu trzeba zakładać…  kapcie

Wyobraź sobie, że jedziesz na urodziny do cioci Krysi. Wchodzicie do jej domu i zaczyna się rytuał „szukania kapci dla gości”. Załóż, a nie za ciasne, może chcesz kapcie wujka, nie wybrzydzaj, bo podłoga zimna. Jak jesteś Polakiem, to na bank przechodziłeś to wiele razy. Tymczasem na Ukrainie meldujemy się w naszym pierwszym hostelu i zanim jeszcze obejrzymy pokój, właścicielka otwiera nam na korytarzu drewnianą szafkę. W środku – oczywiście KAPCIE! Wszelkie rozmiary i kolory, te z wyciętymi palcami i te z kożuszkiem. Ubierać, ubierać, pogania nas. Dziękuję, to ja już chyba założę swoje japonki.

2. Papier toaletowy bez rolek

Rzecz niby banalna, a jakże niepraktyczna. Siadasz na tronie, robisz swoje, zaczynasz rozwijać papier toaletowy, a on wyskakuje ci z ręki. No bo jak tu złapać, jak w środku nie ma rolki. Zbierasz go więc z podłogi i robisz drugie podejście. Na dodatek papier nie może trafić do muszli klozetowej. Powód – zbyt cienkie rury, które szybko mogą się zatkać. Jest też powód historyczny. W czasach ZSRR  nie wszystkich było stać na papier toaletowy, więc ratowano się gazetami czy tekturą. Jak wiadomo, one się tak szybko nie rozpuszczają. Od tej pory przy toaletach postawiono wiadra, do których trafia zużyty papier. Cuchnąca sprawa. Więcej zdjęć nie będzie.

3. Bezpańskie psy na ulicach

Duże, małe, białe, czarne, w ciapki, kropki, paski, a najczęściej jakieś mieszańce, których pochodzenia nikt nie odgadnie. Błąkają się po ulicach miast, przy drogach, na stacjach benzynowych. Czasami coś wygrzebią z kosza do jedzenia, innym razem będą na ciebie patrzeć pustym wzrokiem, kiedy pałaszujesz hot-doga na stacji. Masz, odczep się, uciekaj. Na szczęście nie są agresywne, a przynajmniej my nie mieliśmy z nimi żadnego incydentu, chociaż często wędrują w dużej sforze.  Szczerze, trochę mi ich szkoda.

4. Żółte marszrutki

Jeśli myślisz, że nie dasz rady dostać się w jakieś miejsce, to na pewno dojedzie tam żółta marszrutka! Stare, często zardzewiałe busy to tani sposób podróżowania po Ukrainie. Bilety kupuje się u kierowcy, bądź w przydworcowych kasach, a przykładowy przejazd we Lwowie to koszt ok. 66 gr.  Pasażerów zwykle jest więcej niż przeznaczonych dla nich miejsc, ale to nie stanowi problemu. Czasami ciężko znaleźć rozkład, trzeba pytać miejscowych. Zdarza się, że odjeżdżają dopiero wtedy, gdy uzbiera się już komplet pasażerów. Na dodatek są bardzo elastyczne. Busik można złapać w szczerym polu, albo wysiąść gdziekolwiek na prośbę pasażera. Wszystko jednak zależy od „widzimisię” kierowcy.

5. Wołga i łada

Bądź grzeczna, bo przyjedzie pan czarną wołgą i cię zabierze – straszyła mnie mama, kiedy byłam dzieckiem i rozrabiałam. Krążyła bowiem opowieść o zbirze z czarnej wołgi, który porywał dzieci w okolicy. Nie wiem ile było w tym prawdy, ale czarną wołgę zapamiętałam na zawsze. W Polsce już od lat takiej nie widziałam, tymczasem na Ukrainie stary koszmar powrócił. O nie – czarna wołga! Okazuje się, że na Ukrainie wołga, a także łada to wciąż popularne samochody. Kiedy wsiadłam za kierownicę naszego auta i nudziłam się na długich, prostych odcinkach, wymyśliłam pewną zabawę. Wołga, łada, wołga, łada, łada, wołga – i tak bez końca. Nazywałam każde auto z którym się mijaliśmy, a kolega obok sprawdzał, czy się nie pomyliłam. Od tej pory rozpoznam je już bez problemu.

6. Barszcz czerwony okazuje się być dobry 

Nigdy nie byłam fanem czerwonego barszczu, a już zwłaszcza tego z ziemniakami. A na Ukrainie, wiadomo. Myślisz Ukraina, mówisz barszcz czerwony. Danie narodowe! Co dom, to inny przepis, różne składniki i wieczne spory. Czy barszcz bez białej fasoli, to jeszcze wciąż barszcz ukraiński? Tak, czy owak, będąc na Ukrainie próbowaliśmy mnóstwo lokalnego jedzenia, więc nie mogło się obyć bez barszczu. Jedliśmy dwa razy, w Kamieńcu Podolskim i w Odessie. Pływało w nim mnóstwo rzeczy – wspomniana fasola, ziemniaki, mięso wołowe, a nawet pieczarki. Nie sądziłam, że polubię barszcz czerwony, ale od ukraińskiego aż trzęsły mi się uszy. Pycha!

7. Jak znasz 10 rosyjskich słów, to wszędzie się dogadasz

Język urzędowy to ukraiński, który ma wiele podobieństw z językiem polskim. Jednak to rosyjski króluje na południu i wschodzie Ukrainy, a także jest drugim językiem w pozostałej części kraju. Mieszaliśmy więc polski z rosyjskim i jakoś to wychodziło. Zwykle szukaliśmy „komnaty” na „piat czlowieka”. Potem pytaliśmy naszego gospodarza o „stajanke”, żebyśmy mogli zostawić gdzieś nasz samochód. Następnie szukaliśmy rady, gdzie najlepiej „kuszać”, co by spróbować jakichś lokalnych pyszności. Gorzej jak dostaliśmy menu pisane wyłącznie cyrylicą. Ja nigdy się nie uczyłam rosyjskiego, więc nie umiałam jej nawet czytać. Zwykle wtedy ratowałam się obrazkami, bądź zadawałam starszym kolegom milion pytań.

8. Całonocny parking za 1.30 zł

Wracając do wspomnianej wyżej „stajanki”. W Kamieńcu Podolskim zostawiliśmy nasz samochód na strzeżonym i zadaszonym parkingu za jedyne 1.30 zł. We Lwowie spaliśmy w hostelu niedaleko rynku za 13 zł i w takich mniej więcej cenach były nasze pozostałe noclegi. Stołowaliśmy się często w dobrych restauracjach i niczego sobie nie odmawialiśmy: danie główne, deser, sok ze świeżych owoców, piwo, setka wódki. Czuliśmy się jak królowie. W końcu jesteśmy na wakacjach, więc czemu mamy sobie odmawiać. Ukraina jest naprawdę tania i po części mogłam zrozumieć, dlaczego nasi sąsiedzi ze wschodu tak tłumnie przyjeżdżają do Polski, by pracować.

9. Drogi naprawdę są dziurawe 

Nigdy, ale to nigdy nie będę już narzekać na polskie drogi. Jakkolwiek drogi z Odessy do Kijowa, czy z Kijowa do Lwowa są w dobrym stanie, tak przejazd z Lwowa do Kamieńca Podolskiego zapamiętam na zawsze. Ukraina to drugie, zaraz po Rosji, największe państwo pod względem powierzchni w Europie. Wyobraź sobie więc, że jedziesz samochodem długie godziny po prostych odcinkach. Idealne warunki, by rozpędzić auto, ale jak się zapomnisz to zostawisz koło w dziurze, w której daleko szukać dna. Innym razem będziesz jechał 10 km/h, bo na danym odcinku więcej dziur niż samego asfaltu. Muszę się przyznać, że za kierownicą na Ukrainie trochę mi się rozwiązał język.

10. Na Ukrainie trzeba być ostrożnym

Na wschodzie kraju wciąż dochodzi do walk między ukraińskimi siłami rządowymi, a prorosyjskimi separatystami. Nie wchodząc już głębiej w świat polityki, z wiadomych przyczyn lepiej się tam nie zapuszczać. My poruszaliśmy się wyłącznie po terenach wolnych od wojny i ani razu nie czuliśmy żadnego zagrożenia. Celowo ominęliśmy też Naddniestrze przy przekraczaniu granicy ukraińsko-mołdawskiej. Ta samozwańcza republika, która wydzieliła się z Mołdawii w 1990 roku i której do tej pory nikt nie uznał jako państwo, słynie z korupcji i zorganizowanej przestępczości. Jak chcecie przekroczyć granicę z pieniędzmi i bez podbitego oka, to lepiej znajdźcie inne przejście – ostrzegali nas. Słuchamy. A „wyimaginowany” mandat i tak zapłacimy w Mołdawii, ale to już inna historia.